Rozkminka linii basu

Witam wszystkich! chciałem zapytac czy macie swoje sprawdzone sposoby na
rozszyfrowywanie lini basu w kapelach w których ten instrument jest kiepsko
slyszany. W sumie to sa problemy w kazdym przypadku gdy 2 gitary graja riffy na
ostrych fuzach zagluszajac skutecznie bas. No jestem pełen podziwu dla ludzi
którzy sa w stanie rozkminic linie basu wielu kawalkow Vadera np. Pozdrawiam ;]

Podziel się swoją opinią

21 komentarzy

  1. Siadam z gitarą w łapie i muzyką na uszach, staram się trafić w podstawowe
    dźwięki, a potem dopiero rozkminiam rewelacje i udziwnienia. Działa, rzadko
    mam jakieś wielkie problemy z rozgryzieniem partii.

  2. zwykle w takich kapelach bas gra to samo co gitary, prymki, riffy, cokolwiek, a
    jak już coś ciekawego bas gra to zazwyczaj dobrze slychac 😛

  3. Ja nawet jak gram cover i mam rozpisane, to nie potrafię zagrać tak jak w
    oryginale. Zawsze dodam coś od siebie, albo dorzucę jakiś slajdzik,
    oktawkę, albo kciuka. No nie umiem papugować, albo mi nie leży dana
    aranżacja. Czy to źle? 😉

  4. Ja stosuję 2 proste triki – jeden to equalizacja, czyli słucham jak to brzmi
    w różnych pasmach. Drugi to słucham osobno kanału lewego i prawego. Poza
    staram się słuchać na dobrych głośnikach lub słuchawkach. To nie są
    sposoby zawsze skuteczne, ale czasem się przydają :).

  5. Ja mam tak jak Pinio, tylko u mnie jest to czasami uwarunkowane lenistwem
    (łatwiej jest coś ułożyć niż nauczyć się idealnie kazdego smaczku
    autora), a czasami radosna inwencją;)

  6. pinio: ja idę jeszcze dalej: grywałem covery utworów, których nigdy w
    życiu nie słyszałem w oryginale 😀 Po prostu grałem coś między perkusją
    a gitarą i tyle. Żeby było śmieszniej wychodziły często rzeczy baaaardzo
    podobne do oryginałów 🙂

  7. Ja metoda zakwasa zagralem 3 kawalki na koncercie i wyszlo git. No z drugiej
    strony to latwo poszlo bo Sweet Home Alabama i Harley Moj to 2/3 akordy na
    krzyz 😀

  8. To wszystko ładnie i pięknie, ale doskonale rozumiem ludzi, którzy jednak
    chcą zagrać w zgodzie z oryginałem. Czasami rozpracowanie jest
    problematyczne, a na taby w sieci nie zawsze można liczyć. Przypomniałem
    sobie kolejną prostą sztuczkę – jak nie mogę wysłyszeć jakiegoś
    fragmentu to wycinam go w jakimś edytorze i puszczam zapętlony. Po
    kilkudziesięciu odsłuchaniach łatwiej rozpracować smaczki ;).

  9. DarthF- ja też tak grałem „Sweet Home Alabama” XD A do tego jeszcze jakieś
    kawałki Kobranocki i innych Sztywnych pali Azji. Generalnie piosenki w
    których linia basu nie jest na pierwszym planie.

    Uczenie się kawałków ma sens moim zdaniem przez
    jakieś max 2 pierwsze lata grania. Potem już się powinno doskonalić
    zdolności improwizacji i myślenia w muzyce. Co nie znaczy że nie warto
    rozpracować jakiegoś kawałka dla praktyki 😉

  10. nawet samo słuchanie piosenek (bez prób zagrania) pomaga w ich późniejszym
    zagraniu ze sluchu, tym oto sposobem rozpykałem dziś fragment Iron Maiden –
    Wrathchild. zaskoczyłem się ze nie patrząć nigdy na taby ani nic typu gram
    to co slysze ^^ co prawda nie wiem czy zagrałem dobrze, ale wydaje mi się ze w
    dźwięki/interwały trafilem 😛

    można tez sprobować w bardziej łopatologiczny sposób – włączasz sobie swoj
    ukochany kawałek, robisz go dosyć głosno (na tyle żeby było CZUĆ bas) gita
    w ręce i szukasz częstotliwosci 😛

  11. @zakwas:
    Uczenie się kawałków ma sens moim zdaniem przez jakieś max 2 pierwsze lata grania. Potem już się powinno doskonalić zdolności improwizacji i myślenia w muzyce. Co nie znaczy że nie warto rozpracować jakiegoś kawałka dla praktyki 😉

    To naucz się po jednym roku Teen Town.

    Nieważne ile się gra, powinno się zawsze uczyć nowych kawałków. Z prawie
    każdego można się nauczyć czegoś nowego. Oczywiście nie mówię, że jak
    gra się 15 lat w tym 10 lat zawodowo, to uczenie się Nirvany przyniosłoby
    jakieś pozytywne skutki, ale rozpracowywanie jakichś bardziej skomplikowanych
    rzeczy na pewno przyniesie pożytek.

  12. @Szergiel: Ja po prostu nie widzę sensu w rozpracowywaniu kawałków pokroju
    np. „Hamburger Train” (taaaaak…. to dobry przykład) i granie ich DOKŁADNIE
    tak jak w oryginale. Bezsensownym jest granie kawałka z np. wszystkimi
    uderzeniami w tłumione struny tak jak w oryginale i BEZMYŚLNE papugowanie
    jakiegoś artysty. Moje zdanie w tej sprawie jest takie: lepiej, gdy nie
    pozwalają nam umiejętności, nie nauczyć się grać jakiegoś kawałka, a
    rozkminić go o co w nim chodzi (harmonia, rytmika etc.) i zagrać go „po
    swojemu” niż spędzić dwa tygodnie na przyswajaniu numeru, który potem
    będziemy jedynie w stanie odegrać (prawdopodobnie niezbyt czysto).

  13. Często rozkminiam linię basu w numerach innych zespołów mam kilka sposobów
    którymi udaje mi się wiernie odegrać to co basista zagrał w danym
    kawałku.

    1. Na słuchawkach odgrywam te partie basu które są bardziej słyszalne.

    2. Partie grane na strunach E i B (poniżej 5 progu)próbuje odegrać o oktawę
    wyżej w pierwszej kolejności, – tą techniką jestem w stnie szybciej
    odegrać to co autor miał na myśli. Potem oczywiście przenoszę to na
    odpowiednią pozycję.

    3. Partie solowe – korzystam z malutkiego programiku AUDIOTRAN. Można za jego
    pomocą obniżyć tempo do żółwiego bez zmiany tonacji.

    Jeżeli chodzi o robienie lini basu i ogrywanie jej z odtwarzanym utworem to
    jestem całkowicie za, mamy cały akopmaniament który daje nam wiele
    pożytecznych lekcji:

    1. uczymy się ciekawych zagrań

    2. tworząc własne interpretacje lini basowej poznajemy harmonię,

    3. mamy za darmo bębniarza który gra równo i dynamicznie – można (w pewnym
    stopniu) opanować feeling

    4. uczymy się ze słuchu rozpoznawać dźwięki na gryfie

    Jednakże tak jak napisał ktoś wyżej trzeba unikać schematu – czyli
    zmieniać utwory/zespoły do rozkminiania.

    Na koniec link do gościa który rozkminia numery różnych zespołów na
    bębnach, jego poziom umiejętności określcie sami:)

    https://www.youtube.com/watch?v=s7swpRRF9Rg

  14. @zakwas: nie do końca się zgodzę. grać do radia to sobie można i szukać
    harmonii. w końcu to po pewnym czasie żadna filozofia, ale uczenie się
    konkretnej piosenki dźwięk w dźwięk jest wg mnie b. dobre jak ktoś chce
    poznać fajne zagrywki, smaczki, ciekawe rozwiązania, by móc je potem z
    powodzeniem stosować, a nie ograniczać się tylko do tego co już się
    przyswoiło i tylko na tym budować swoje linie.

  15. puciak- do rozkminiania smaczków nie jest Ci potrzebne uczenie się całego
    utworu, o którym piszę wyżej. Trzeba MYŚLEĆ– w każdym
    utworze jest jakiś motyw/lick którego nie powinno się zmieniać, bo nadaje
    mu charakteru. Są zagrywki bez których kawałek nie ma sensu. Ale to nie
    zobowiązuje, moim zdaniem, do odgrywania całości nuta w nutę.

    Ale ze zdaniem jest jak z d*pą, nie? 😉

  16. Czasem normalnie mało zauważalne szczegóły są ciekawe, dlatego wydaje mi
    się, że czasem warto nad czymś posiedzieć i zobaczyć w miarę dokładnie
    co tam siedzi.

  17. Zakwas – jeśli umiejętności nie pozwalają na naukę kawałka, to lepiej go
    zostawić fakt. Jednak jeśli umiejętności trochę wzrosną, to należy się
    go nauczyć CAŁEGO. Każdy głupi może się nauczyć tematu Continuum, ale
    PRAWDZIWĄ nauką Pastoriusa jest nauczenie się solo z tego kawałka.

    Z resztą – tak naprawdę jeśli ktoś nie umie stosować różnych smaczków,
    to właśnie powinien się ich uczyć – w taki sposób będzie widział gdzie i
    jak je stosować.

    Uczenie się kawałków w całości to nauka finezji i tyle.

  18. A może to co Ty nazywasz finezją, ja nazywam myśleniem? 🙂

    Poza tym chyba każdy sposób dobry, jeżeli rezultaty są zadowalające…

  19. Myślenie powinno być zawsze obecne. Niestety nie każdy myśli jak gra, a
    nauczenie się wszystkich nutek w kawałku może kogoś skłonić do
    zastanowienia się „czemu to tutaj jest tak zagrane?”

    Nie wymyślisz całego kawałka sam z siebie od nowa.

Możliwość komentowania została wyłączona.