Wieczorową porą… ekskurs basowo-etyczny

Autor dzieli się swoją osobistą refleksją na temat grania na basie czterostrunowym późnym wieczorem. Opisuje sposób, w jaki postrzega noc jako przedłużenie wieczoru oraz konsekwencje tego podejścia dla jego relacji z innymi.

1410-72e773a40b0b38c7.
Przekonywany przez kolegę po fachu o tym, że ostatnio rzadko się tu
udzielam, postanowiłem się tu udzielić raz, a dobrze, opowiadając historię
wieczora dzisiejszego. Proszę nie traktować tego zbyt serio, ale proszę też
tego nie lekceważyć, tej.

Wstępu nie było, nie ma i nie będzie. Wieczorową porą szczególnie
upodobałem sobie grę na basie czterostrunowym. A tak się szczęśliwie
składa, że każdy bas, do którego miewam przyjemność zapuścić żurawia
przez ramię w tył, jest basem czterostrunowym i to szczególnie wtedy, kiedy
nastaje wieczór i trwa, i trwa i trwać wcale nie zawsze przestaje – bowiem
ja, jak każdy z nas, jestem panem swojego osobistego i niepowtarzalnego
sposobu postrzegania pór dnia, co pozwala mi rozciągnąć w czasie
przyjemność wieczorowej gry na basie czterostrunowym aż do godziny trzeciej
nad ranem (drogą przykładu – rzecz oczywista). Bardzo cenię sobie
możliwość nazwania praktycznej nocy formalnym wieczorem, ponieważ tym samym
okazuję swojej osobie zrozumienie, akceptację i szacunek. I wcale nie odbywa
się to kosztem uporczywego echa w głębi sumienia, ani pogorszenia
czyjegokolwiek samopoczucia czy stanu zdrowia, ani śmiercią marynarza. Powiem
więcej: nie odbywa się to kosztem niczego… Chyba że wejdę w drogę
rebelianckim oddziałom cudzego sposobu postrzegania pór dnia. W tej dosyć
niezręcznej i – niestety – dosyć powszechnie występującej sytuacji,
czasem, choć nie zawsze, należy wytoczyć broń największego kalibru,
najcięższej kategorii i najdotkliwszego rażenia – broń, której do roku
xx45 nie znała ludzkość, której ostatecznie bają się najwięksi
osiłkowie i która będzie zagrażała najdrobniejszym w szczegółach
drobinom rzeczywistości – bronią, którą dziś znamy pod nazwą… Z
resztą, jakkolwiek interesująca by nie była, nie ona miała być tematem
tegoż wywodu i nie ma teraz najmniejszego znaczenia. Zatem powtórzę się:
Bardzo cenię sobie możliwość nazwania praktycznej nocy formalnym wieczorem,
ponieważ tym samym okazuję swojej osobie zrozumienie, akceptację i szacunek.
Nikt chyba nie ośmieli się powiedzieć, że owe zrozumienie, rzeczona
akceptacja i tenże szacunek to zwykła bujda na resorach, niepotrzebny
przeżytek i cholerne dyrdymały. Jestem głęboko przekonany w prawdziwość
tego, w co wierzę, a mianowicie faktu, że wszyscy, którzy żyjemy w momencie
pisania przeze mnie widocznych ścieżek bitowych, żyjemy w tym samym czasie i
jest to XXI wiek. Proszę przyprowadzić tedy do mnie śmiałka, który
znajdzie w sobie wątpliwej miary siłę nazwać szacunek do bliźniego swego
dyrdymałami itd., a ja z przyjemnością do jednego ucha wcisnę mu
świadomość teraźniejszą (XXI-szo wieczną), a drugim uchem wyciągnę
świadomość teraźniejszości zestarzałej. Także będę bronił do
ostatniej kropli krwi swojego przekonania o konieczności zachowania ludzkiej
twarzy w całym harmidrze kodów, herców i decymetrów sześciennych oraz o
potrzebie dzielenia się akceptacją z istotami podobnymi do nas samych. Stąd
też uważam, że mój prywatny, ale też uniwersalny przywilej nazwania
godziny trzeciej nad ranem – wieczorem, jest uczciwy i wobec mnie samego, i
wobec innych samych (z prostej przyczyny: jestem dobry dla siebie = jestem
dobry, co wcale nie oznacza: jestem dobry dla siebie kosztem innych). Teraz
pędzę udzielić wyjaśnień, co takiego jest dobrego w wieczorze o godzinie
trzeciej nad ranem. Otóż inaczej sprawa ma się kiedy gram na basie
czterostrunowym (moim ulubionym wieczorową porą) regularnym wieczorem, a
zupełnie inaczej kiedy gram na nim późną nocą. Któż z nas lubi cudzy
sromotny gwałt na swoim prawie do korzystania z ciszy nocnej? Jeśli nikt, to
zapewne także niewielu dokonuje gwałtu tegoż własnym zachowaniem. Idąc
najprostszym tropem można dojść do wniosków, żem egoista, hipokryta,
gałgan i chuligan z niewyparzoną gębą. Otóż nic z tych rzeczy! Jak już
wspomniałem, dokonywanie operacji, którą sugeruję na poziomie
podświadomym, nie odbywa się kosztem praktycznie niczego… Chyba że wejdzie
się w drogę rebelianckim oddziałom cudzego sposobu postrzegania pór dnia. W
tej, dosyć niezręcznej i – niestety – dosyć powszechnie występującej
sytuacji… itd. o czym już zawiadomiłem. Ale ale ale! Całe moje rozumowanie
sprowadza się do prostej i niemal schematycznej sytuacji, kiedy na naszej
drodze staje człowiek podobny nam samym – uczciwy, rozsądny, tolerancyjny i
życzliwy. W kontakcie z takim możemy czuć się jak ryba w wodzie – proszę
bardzo, przykładem sypnę z rękawa: Gram na basie czterostrunowym (moim
ulubionym wieczorową porą) o godzinie trzeciej nad ranem i przychodzi do mnie
łebski facet i mówi: Czego, proszę pana, grasz o trzeciej nad ranem na swoim
ulubionym wieczorową porą basie czterostrunowym? A ja mu na to: Drogi panie,
toż to późny wieczór bo gram na basie czterostrunowym, moim ulubionym
wieczorową porą. A łebski facet na to: A no to rozumiem, proszę pana, bo ja
jestem człowiek uczciwy, rozsądny, tolerancyjny i życzliwy. Koniec
przykładu, garść wyjaśnień. Swoim zachowaniem (tzn. okazaniem sobie
szacunku itd. poprzez ustanowienie obecnej nocy wieczorem) pokazałem facetowi,
że jestem człowiek dobry, a każdy łebski facet odpłaci pięknym za nadobne
– zatem łebski facet, widząc, że jestem dobry dla siebie, będzie dla mnie
nie gorszy, niż ja dla mnie, dzięki czemu zapanują w naszych relacjach
powszechnie przyjemne emocje itd. Powiecie: Dobra stary, ale nie pal tyle, albo
przynajmniej: Tylko najpierw spotkaj takiego łebskiego faceta, tej. A ja
powiem: Wręcz przeciwnie, albo przynajmniej: Sam bądź łebski, to i inni
będą. Czyż to nie słodkie? Ale ja wcale o słodkościach wcale pisać nie
chciałem, co miałem zasygnalizować już we wstępie… a że wstępu nie
było i nie będzie, to dobrnąwszy do finiszu rozwinięcia, skończę od
początku. Tak też się począłem zastanawiać nad etyką gry na basie (…),
kiedy w niedzielę o godzinie 23 grałem na basie (…) i zdałem sobie
sprawę, że w pokoju znajdującym się obok mojego, mój rodzic, w osobie
matki, ogląda telewizję. Jednocześnie uświadomiłem sobie, że od dobrych
pięciu minut gram w kółko jeden nudny, niezbyt skomplikowany patent, który
wcale nie musi mamie pomagać w zrozumieniu wyświetlanego na ekranie
filmidła. Bez zbędnych uzasadnień powiadam, że wstałem, otworzyłem drzwi
i krzyknąłem do niej: Czy nie gram zbyt głośno? Mama na to odpowiedziała
dziesięciosekundową ciszą, jakby szukając wystarczająco dobitnej
odpowiedzi, po czym poczęła chrapać, aż się wzdrygnąłem. Wzdrygnąłem
się i natychmiast zamknąłem drzwi swojego pokoju, by dźwiękami swojego
basu (…) nie przeszkadzać rodzicielce w tym, co właśnie robiła.
Usiadłem, zapłakałem nad losem wymierających gatunków zwierząt i
zacząłem się zastanawiać. Dręczyło mnie pytanie: Czy mama mi chciała
powiedzieć, że gram tak nudno, że zasnęła, czy że zasnęła, wiec mam
grać ciszej? A biorąc pod uwagę, że moja mama to łebska babka…

Dla osłody moich słodyczy załączam słodką foteczkę.

Podziel się swoją opinią

46 komentarzy

  1. Wszystko dobrze, ale chyba nie chcesz żeby ktokolwiek to czytał skoro dałeś
    taką czcionkę.

  2. Śledź za dużo widac obcował z monologami Marka Motasa, jak w mordę
    strzelił. Lubię takie rzeczy czytac ;]

  3. @Don Chezare: Śledź za dużo widac obcował z monologami Marka Motasa, jak w mordę strzelił.

    Być może wstyd się przyznać, ale ani razu do tego nie doszło, w mordę
    jeża. Z drugiej strony jest to na pewno komplement, dziękuję.

    @Szergiel: Eeee tam, przerost formy nad treścią.

    Rzecz oczywista. Ale czy chociaż przedostatnie zdanie akapitu pierwszego
    zasadniczej formy wpisu Tobą nie poruszyło?

    edycja pierwsza, punkt pierwszy

    @lobisomem: (…)

    Doskonały strzał, milordzie.

    edycji pierwszej punkt drugi

    Z jednym drobnym zastrzeżeniem: Zawężenie kwestii ilościowych, jeśli
    chodzi o średnią liczbę strun mojego instrumentarium, która wynosi cztery
    (wywnioskowałem to prostym sposobem – dodałem ilość strun każdej z dwóch
    basówek, które posiadam, i podzieliłem otrzymaną liczbę przez liczbę
    posiadanych przeze mnie basówek, aby otrzymać jak najbardziej sprawiedliwy i
    miarodajny wynik), to efekt wspólny następujących czynników:

    [*]premedytacji,

    [*]przemyślanego działania,

    [*]umiejętności „radzenia sobie w życiu”,

    [*]ograniczenia bezowocnych wysiłków,

    [*]równego traktowania kobiet i mężczyzn,

    [*]zdrowego odżywiania.

    Widzisz teraz, drogi współforumowiczu, że moje postępowanie przypominające
    zwykłe pójście na łatwiznę, które zasadniczo jest pójściem na
    łatwiznę, lecz nie jest pójściem na łatwiznę, które powinno przynosić
    wstyd i zażenowanie, jest natomiast efektem wspólnym czynników, które
    nastąpiły, nie jest zwykłym pójściem na łatwiznę.

  4. @Szergiel: Eeee tam, przerost formy nad treścią.

    Zupełny.

    Swoją drogą, jeśli skupić się na upodobaniach autora do czterostrunowych
    basów można pokusić się o tezę, iż ów autor idzie w życiu na
    łatwiznę. Bo przecież mógłby spróbować, choć przelotnie i przekornie
    wprowadzić do wspomnianego instrumentarium 5-cio a nawet 6-cio strunową
    odmianę. Skoro więc idzie na łatwiznę, to powinien owe opowiadanie
    skrócić, do (i tutaj wykazując się abstrakcyjnym podejściem do
    rzeczywistości) ilości słów będących wielokrotnością ilości strun
    swojego ulubionego instrumentu. Powiedzmy, że byłoby to słów 16, jako wynik
    mnożenia liczby strun przez takąż samą liczbę. Lub też dla odmiany słów
    w ilości 256, używając wykładnika takiego samego jak liczba strun (tutaj
    dla prostoty posłużyłem się iście technicznym urządzeniem zwanym
    potocznie kalkulatorem). Dlaczego więc wkręca setki słów w zawiłości
    zdań, by zadać to proste pytanie: czy moje granie jest aż takie nudne?
    😉

    po edycji: w pytaniu wyszło mi 7 słów, co za wstyd dla basisty

  5. pssst – sledziu – zapisz mi swoja lampe w testamencie poki jeszcze jestes
    poczytalny.

    z drugiej strony – jak by ktoś zobaczyl, ze zapisales to stwierdzilby od razu
    niepoczytalnosc.

  6. śledź co ty studiujesz ? jeżeli jesteś ninja to przepraszam, nie było
    pytania 😉

    do niczego nie zmierzam, pachnie mi to akademicką literaturą trochę. albo
    „filmem” Kalibra 44

    „Ja zaczynam, oto moja kabina

    Tu się wchodzi, naciska, ogląda się z bliska

    Dziś wszystko, co daleko i blisko…..

  7. @Szergiel: Eeee tam, przerost formy nad treścią.

    +1, i brak akapitów!

    Ten fragment całkiem mi się podoba: „Czego, proszę pana, grasz o trzeciej
    nad ranem na swoim ulubionym wieczorową porą basie czterostrunowym? A ja mu
    na to: Drogi panie, toż to późny wieczór bo gram na basie czterostrunowym,
    moim ulubionym wieczorową porą.”

    Przypomina mi to fragment z Mieszczanin Szlachcicem Molierea. (luźne
    skojarzenie)

  8. I czemuż się, o Przezacni, czepiacie Kolegi śledzia?

    Po pierwsze: bas czterostrunowy rządzi,

    po drugie: najprzyjemniej pograć sobie na tymże basie czterostrunowym
    właśnie wieczorową porą (zdefiniowaną jak w powyższym tekście),

    po trzecie: Kolega śledź przekazuje nam przesłanie (znacznie głębsze niż
    np. w filmidle „Avatar”), przesłanie mówiące, iż świat basisty byłby
    piękny gdyby mógł sobie pograć wieczorową porą, a pozostali nie
    przeszkadzali mu w tym zbożnym dziele: bądź śpiąc, bądź tolerując
    artystyczną pasję,

    A Wy, Przezacni, zamiast docenić to przesłanie, czepiacie się nieistotnych
    szczegółów. Takich jak forma. Chyba nie wiecie co czynicie. Zalecam zatem
    przeczytać np. „Ulissesa” niejakiego J.J. , a potem wrócić do oceny
    zastosowanej wyżej formy.

  9. Ciekawi mnie jaki jest pogląd autora na używanie słuchawek, w celu
    uniknięcia konfliktu z rebelianckimi oddziałami cudzego sposobu postrzegania
    pór dnia :).

  10. sledziu – hiwatt daje rade 😀

    tylko paki nie wyszykowane jeszcze to tak trochę smutno – poki co mam go
    podlaczonego do samej polki przedniej bez obudowy… sesja panie, nie ma na nic
    czasu.

  11. @sledz:

    Rzecz oczywista. Ale czy chociaż przedostatnie zdanie akapitu pierwszego zasadniczej formy wpisu Tobą nie poruszyło?

    Odrzuciło. Gdyby nie było na basoofce, a zobaczyłbym taki tekst gdzie
    indziej, to bym nawet nie spojrzał.

  12. sledz tego nie czytal nawet jak pisal.

    zatrudnil milion malp i dal im klawiatury i jednej się udalo wypluc taki tekst
    😛

  13. boże, jak ja nie cierpię tego połączenia (husserl, joyce, calvino… i
    cała ta fenomenologiczna bełkonsekwencja)

  14. Przesłanie powyższego zatrzymam dla siebie, podobnie jak opiniię autora o
    zagadnieniu konfrontacji formy z treścią na tym konkretnym przykładzie.

    A co do słuchawek… Nie używam, bo na moje basowe szczęście mama jest już
    nieco przygłucha i ogląda filmidła dużo głośniejsze ode mnie i mojego
    wyuzewnętrzniania się na instrumencie. A jak wyrozumiała jest a
    bezkonfliktowa tudzież pomocna oraz… itd. to aż szkoda zaczynać, bo dzień
    jeszcze zbyt krótki do opowiadania takich pyszności. A idea używania
    słuchawek w tych celach sama w sobie nie zgadzaja się z wolą móją oraz
    mojego ludu.

    dwa_punkty

    Tak, zrobiłem to chociaż raz.

    elviElViedor

    Dziękuję.

    Szergiel

    W takim razie jestem przekonany, że mówimy o innym przedostatnim zdaniem
    akapitu pierwszego zasadniczej formy wpisu.

  15. Ludzie, wy się czepiacie, że przerost formy nad treścią. Ale to wszystkie
    jest tak uroczo absurdalne, tak pięknie przerysowane, że nie mam
    wątpliwości, że powstać miał właśnie taki tekst, jaki mamy przed nosem.
    Efekt przerostu formy nad treścią uznaję za w pełni zamierzony.

    A tekst bardzo… ładny 😉

  16. tekst ów przeczytałem z trudem niemałym. jednak do końca go dobrnąłem. i
    też przy tej okazji nadmienić nie omieszkam, iż sensu nawet w nim doszukać
    się można. aczkolwiek zawoaluowany ten sens jest. rzekłbym optymistyczny, w
    odcieniu buddy(ń)zmu nie byle jakim. z punktu widzenia jednak mojego, a punkt
    ten jest punktem odniesienia z punktu mojego siedzenia, zastanawiam się. czy
    aby to iście romantyczne rozpasanie człowieczej ludzia natury nie jest, aby
    niepokojące. śledziu! śledziu kochany! (nadużycie celowe aczkolwiek mam
    nadzieję wybaczalne) wyspać się tyś powinien, choć rozumiem Cię
    doskonale, gdyż ponieważ jak żem tu siedzę to razem ze mną basia ma
    kochana swą obecnością umila me kolana, a nawet i uda, podłączona do
    Kustoma małego, zachwyca mnie swym dźwiękiem niesłychanym, to raz klangiem
    to palcem wydobywanym i potwiedzić Twą zasadniczą tezę muszę – granie
    wieczorową porą do najlepszych należy, radują się me zmysły lepiej
    wieczorem niż rano lub w południe i muszę potwierdzić iż gra się
    cudnie

    pozdrawiam

  17. Ale pierdół nawymyślałeś 😀 ja wieczorem chwytam za bass i zaczynam grać
    dopiero jak moja siostra zaśnie, inaczej to muszę słuchać jej walenia
    ręką w ścianę żebym przestał grać :p

    A w ogóle witam po roku nie pisania na forum 😀

    A teraz napisałem przez śledzia ;p Nawet przebrnąłem przez to co on tam
    wypocił ;p

    I przynajmniej zobaczę ilu z was jeszcze żyje :p

  18. @Baybus:
    A teraz napisałem przez śledzia ;p Nawet przebrnąłem przez to co on tam wypocił ;p

    Wiedziałem, że coś niedobrego z tego mojego gawędziarstwa wyniknie…

    @jigsaw: Śledź dlaczego „ekskurs” ?

    Zastanawiałem się długo nad tytułem i szukałem odpowiedniego słowa, by na
    pytanie „Dlaczego właśnie tak?” móc odpowiedzieć nie inaczej, niż „A
    dlaczego nie?”.

  19. Jak zmieniłeś czcionkę to się nawet dało to przeczytać:]

    Mam mieszane uczucia na temat tego tekstu, z jednej strony widzę całkiem
    niezłe pomysły, z drugiej zbytnio to rozwlekłeś. Ale przynajmniej ci się
    chciało.

  20. @Kapral: GDZIE FOTY PERKUSISTKI :C

    Nie ma już perkusistka od ho ho i jeszcze trochę ;p Ale wokalistka jest,
    szykuje się koncert za trochę no i strona ciabatty nowa ;p Bo starej nawet
    nie było 😀

    @Śledz

    No widzisz śledziu co narobiłeś ;p

Możliwość komentowania została wyłączona.