tubas – zimowe pogaduszki…

Zimowy czas to okazja, by oderwać się od rutyny muzycznej i cieszyć się zimowymi aktywnościami. Jednak dla muzyków wojskowych działania te narzędzia gry na mrozie obejmują niecodzienne techniki.

No i tak! Dostarczyłem troszkę materiałów do przejrzenia, trochę
„sztuczek” do obegrania i „zawiesiłem” chyba część „basoofkowych”
Braci.

Podejrzewam, że zgłębiając niektóre tematy, stracili kontakt z otoczeniem
i dlatego nie odzywają się na „basoofce”. Przydałby się jakiś ogólny
„reset” dla forumowiczów! Na przykład w Karnawale!

Zima sprzyja co prawda pracy nad sobą, bo o koncerciki i występy trudniej,
ale oderwijcie się Siostry i Bracia od instrumentów, podnieście oczy znad
nut i ŚCIĄG, rozejrzyjcie naokoło…

Nie mówię do studentów! Wy zakuwajcie, żeby pozaliczać wszystko w
zerowych terminach i potem w karnawale spokojnie pograć sobie i
światu…

To białe za oknem to ŚNIEG! Lepi się z niego bałwanki, wykonuje na leżąco
„orły”, można w niego przewrócić dziewczynę i poturlać się nieco, da
się na nim pojeździć na nartach, snowboardach i sankach. Malowniczo wygląda
zaśnieżone miasto i parki na fotografiach, a zorientowałem się, że
fotografików trochę na tym forum jest…

Jednym słowem – nie samą muzyką człowiek żyje! W celu ochrony organizmu
przed skutkami wyziębienia zalecam „żołądkową gorzką”…

I tu małe wspomnienie:

W orkiestrze wojskowej, w okresie zimowym, wydawano „blachom” spirytus
spożywczy w ilości 50g na trąbki, kornety i waltornie – 100g na puzony i
„ucha”, czyli sakshorny – oraz 200g na tuby, helikony i suzafony. Spirytus
służył do zalewania wentyli przed graniem na mrozie, aby nie zamarzały od
skraplającej się wewnątrz pary.

To oburzające marnotrawstwo było nie do zaakceptowania i omijaliśmy je
stosując sprawdzoną technikę rozmrażania wentyli „na chuch”. Aby chuch
wzmocnić, należało przydziałowy spirytus wprowadzić przed graniem do
organizmu. W ten sposób łączyliśmy przyjemne z pożytecznym…

Pokrzywdzeni byli tylko perkusiści, saksofoniści oraz grający na
„śmierdzielach”, czyli klarnetach. Na ich instrumenty nie przewidziano
przydziału. : )

PS. Szef przed wydaniem przydziałów opodatkowywał je na swoją rzecz
odlewając nawet do 20%. Cwaniaczek! Jako waltorniście, należało mu się
przecież tylko 50g.

: )

Podziel się swoją opinią

5 komentarzy

  1. Do tej pory miałem mało czasu na bałwanki i na granie. Śmigam z łopatą i
    odwalam śnieg. Mam go tyle że wychodząc z domu czuję się jakbym był w
    korytarzu 🙂

    Dzisiaj może porwę młodego na sanki bo to białe już z nieba nie spada i
    łopata wolne dostała ;D

    Kiedyś myslałem tylko o tym jak fajnie jest gdy pada snieg a dzisiaj
    zastanawiam się co będzie jak to wszystko zacznie za szybko topnieć. Wisła
    jest bezlitosna a poziom wody gruntowej jest u mnie taki jak podczas powodzi w
    maju. To nie jest dobre.

  2. A u mnie sniegu jest po kostki a za lopatologie stosowana zabieralem się w
    sumie 3 popoludnia, z czego tylko to pierwsze było dość intensywne. A bas
    ostatnio zaniedbalem co zdecydowanie muszę nadrobic z uzyciem Twoich sciag
    Tubasie 🙂

  3. @Muzz: Piękne wtedy czasy zimowe dla tubisty były 🙂

    Dla tubisty piękne czasy trwają nadal! Basista we mnie zresztą też nie
    narzeka… Chociaż z graniami ostatnio bryndza. Trzeba zmontować jakąś
    kolejną ekipę…

    Za to w barku dojrzewają nalewki od szwagra; zapas pomarańczówki
    uzupełniony; „Żołądkowa Gorzka” jest; „czyściocha” w dwóch postaciach
    jest! Wiśnióweczki nie ma…! : (

    Co za niedopatrzenie!!!

    I na nic tu „Ballantine” czy MARTINI najlepszej z żon. Bez wiśnióweczki
    barek jest niekompletny… : )

    A tak przy okazji:

    Posłuchałem sobie na MySpace „Muzzy”-ego. Jego partie basu spokojnie mogą
    służyć jako materiał ilustracyjny do „ściąg” i innych porad, jakie z
    siebie wydalam od czasu do czasu. Wsłuchajcie się „cheechako” jak należy
    grać na basie w sekcji i posłuchajcie do czego można wykorzystać
    umiejętność budowania akordów przy graniu solo…

  4. No to teraz mnie zawstydziłeś 😉 ale dziękuję.

    Przy okazji barku, u mnie bryndza…reszta czystej, reszta żołądkowej,
    resztka łyszki, mojej ukochanej cytrynóweczki brak,(trza uruchomić
    produkcje, jeszcze litr spirytusu został…ufff) no i jakiś alpejski
    wynalazek z szyszek jest w dość dużej ilości, ale za słodkie to i po
    dwóch kielonach rura piecze tak, ze nie da się wytrzymać… niestety
    wiśnióweczka u mnie nigdy nie wytrzymuje w domku bo z miejsca jest narażona
    na wypicie całości, nie mogę się jej oprzeć 😛

Możliwość komentowania została wyłączona.