tubas – …w Pradze

Podczas wycieczki do Pragi miałem przyjemność doświadczyć niezapomnianych momentów dzięki muzyce na żywo. Spacerując po mieście, natrafiłem na kapelę dixielandową, której basista zaimponował mi swoimi umiejętnościami.

3693-bridge_guitaristsmall.
Właśnie przeglądałem zdjęcia z bardzo sympatycznej wycieczki.

Po sobotnich przeżyciach koncertowych moje Młodsze Dziecko zaplanowało
wypoczynkową wyprawę do Pragi. To rzut beretem od Jeleniej Góry, więc w
niedzielę wyruszyliśmy przed południem i już po dwóch godzinach z hakiem
wylądowaliśmy na praskim Starym Mieście.

Zaparkowaliśmy i ruszyliśmy spacerkiem w stronę mostu Karola urokliwymi
wąskimi uliczkami w tłumie turystów z całego świata. Wyglądało na to,
że Koreańczycy mieli u siebie jakąś wyjątkową promocję na wycieczki do
Pragi, bo mijaliśmy ich na uliczkach i placach dosłownie setki w wieku od 14
do 70 lat.

Upał był wprost nieprzyzwoity – żar lał się z nieba bezlitośnie. Zanim
doszliśmy do Wełtawy zdegustowałem już dwa duże, zimne pilznery.

Tu pierwsza niespodzianka: u nas duże piwo to 0,5L – w Czechach to 1L.

I druga, tym razem właściwie spodziewanka: beczkowe pilznery są znacznie
lepsze od puszkowych czy butelkowych!

Wyglądało to tak:

KLIK

I Wasz umęczony „tubas” z poświęceniem ratujący honor Polaka (dwa
razy!):

KLIK

Powolutku dotarliśmy do Mostu Karola, gdzie już z daleka usłyszałem
dźwięki tradycyjnego jazzu w bardzo stylowym wykonaniu.

Okazało się, że to kapela dixielandowa pod nieoczekiwaną nazwą „BRIDGE
BAND” wygrywa przepięknie tradycyjne standardy dla tłumu turystów z całego
świata.

A teraz mała refleksja, ku której zmierzał cały ten wywód…

Wśród muzyków na moście usłyszałem i zobaczyłem, jak widać na zdjęciu
poniżej, także Brata Basistę – grającego świetne walkingi, napędzające
całą tą rozkołysaną ekipę:

KLIK

Zacząłem się więc rozglądać za naszymi bardziej upośledzonymi kuzynami,
czyli gitarzystami (potrzebują aż sześciu strun, żeby coś zagrać…). I
co powiecie?! Jedyny jakiego znalazłem, to ten:

KLIK

Bez komentarza!

: D

PS. Leje jak z cebra, a tak było pięknie… Ech, życie!

Podziel się swoją opinią

9 komentarzy

  1. Ta kapela, którą miałeś okazję zobaczyć (i posłuchać) na żywo, to
    jedna z tych rzeczy, które mnie podkusiły, żeby sobie kupić tarkę do
    grania.

    Zabawa przednia, koszt znikomy (całość przedsięwzięcia to około 35
    złotych). 😀

    A że piwo beczkowe lepsze od swoich zapuszkowanych (czy zabutelkowanych) braci
    – wiadomo nie od wczoraj. 🙂

  2. W ogóle ostatnio rozmawiałem z jednym kolegą na temat lanych piw tu (w
    Polsce) i tam (w Czechach) – u nas w sumie rzadko można dostać dobre lane,
    bardzo często takie „koncernowe” piwo smakuje podle, a Czesi, wybierając się
    do knajp piją tylko lane, które uchodzi za wiele lepsze, niż butelkowe.
    Kultura picia jest też zupełnie inna :d.

  3. A mój znajomy który swego czasu prowadził taką małą ” mordownie” i
    słyną z najpodlejszego piwa, mówił że na hurtowni gdzie się zaopatruje
    są trzy rodzaje dokładnie tego samego piwa znanej marki powiedzmy X ,
    różniły się jakością i ceną – bo beczkami już nie 🙂

  4. Też podobną historię słyszałem – że lane piwo, które sprzedają w
    knajpach ma trzy kategorie. Coś w tym być musi :p.

  5. Tak w Pradze to zamiast zwiedzać zabytki to zwiedzałem właśnie różnego
    rodzaju puby i budki z piwem. O wiele ciekawiej niż przynudzanie przewodnika
    ;]

  6. Czesi dzielą piwa na grupy pod względem procentowości chmielu czy extratu
    chmielowego …jakoś tak. Mi najbardziej podchodziły 12%. Są jeszcze
    słabsze 10% ..no i oczywiście mocniejsze chyba 13.5%. Czeskie lane piwo to
    absolutna miazga!!

  7. Taki Primator Double, też z Czech, ma „trochę” więcej niż 13,5% ekstraktu,
    także żeby nie było – są też dużo mocniejsze. 😉

Możliwość komentowania została wyłączona.