tubas – porażka, czyli jak nie zacząłem grać w teatrze…

Opowiadanie o tym, jak w młodości próbowałem swoich sił w akompaniamencie do spektaklu muzycznego w teatrze jeleniogórskim, lecz zbyt wierna interpretacja muzyki Jerzego Wasowskiego skończyła się niepowodzeniem. Próba wprowadzenia młodzieżowego brzmienia w tradycyjne kompozycje nie przyniosła oczekiwanych rezultatów.

W początkach lat 70-tych XX wieku jeleniogórski Teatr zaplanował wystawienie
spektaklu muzycznego z muzyką Jerzego Wasowskiego do tekstu Jeremiego
Przybory. Spektakl był, o ile dobrze pamiętam (minęło prawie 40 lat)
robiony na motywach sztuki „Miłość do mgr. Biodrowicz” i w tytule miał
„Formuła …[?]” czegoś tam…

Chodziłem wtedy do szkoły średniej i grałem w kilku zespołach. Między
innymi jazzowym, kabarecie związków zawodowych, kapeli podwórkowej,
klezmersko-dansingowym, coverowej ekipie od bluesów „Breakoutów” i czasem
akompaniamenty dla różnych „gwiazdeczek” czy „gwiazdorów” Towarzystwa
Klubów Robotniczych i Chłopskich w Jeleniej Górze.

mała dygresja:TKRiCh to był genialny pomysł kilku działaczy
kultury z Kotliny Jeleniogórskiej. Powołali to stowarzyszenie i stali się
autentyczną siłą, z którą musieli się liczyć partyjni „macherzy” od
propagandy. Kotlina stała się „zagłębiem” klubów wyposażonych w dobry
sprzęt i niezłe budźety na działalność. Każdy klub miał radę
złożoną z dyrektorów kilku „przydzielonych” zakładów sponsorujących jego
działalność. Punktem ich honoru było aby „ich” klub był najlepszy!
Ustępstwa na rzecz „propagandy” warte były społecznych efektów tej
współpracy!

Miałem 17 lat, kiedy przyszedł do nas kierownik muzyczny jeleniogórskiego
teatru z nutami akompaniamentu fortepianowego piosenek do tego spektaklu.

Nie posiadałem jeszcze wtedy „weryfikacji” i nie sądziłem, że kiedykolwiek
będę ją miał!

Położył wszystko przed nami i powiedział:

– Zagrajcie to tak, jak potraficie!

I tu rozczarowaliśmy go. Zagraliśmy niemal dokładnie jak w nutach, a jemu
szło o to aby młodzież zrobiła z wypasionych, swingujących kompozycji
Wasowskiego proste utwory z rockowym pazurem.

Liczył na to, że nie dając rady rozbudowanej harmonii – uprościmy ją i
zrobimy z tego młodzieżowe, „bigbitowe” piosenki. Sam nie miał serca
„rżnąć” kompozycji Jerzego Wasowskiego.

Nie wyszło, ale Pan Bogdan zapamiętał to i kiedy byliśmy po wojsku,
weryfikacji i szkole, niektórych z nas zaprosił do współpracy z nim w
teatrze na długie lata.

Piszę o tym dlatego, że ten jedyny(!) raz w życiu moje muzyczne kwalifikacje
okazały się zbyt wysokie, jak na oczekiwania słuchacza! He, he, he…!

: D

PS.

Spektakl został wystawiony i zrobił klapę…

Akompaniowali muzycy zawodowi z Estrady oraz wojska, w składzie: piano,
kontrabas, perkusja, skrzypce i saksofon. Byłem na tym spektaklu razem ze
swoją szkołą.

Grali aranżacje napisane przez jakiegoś warszawskiego fachowca od teatru i to
była całkowita porażka!!!

Ze wstydem przyznaję, że ja też rzucałem w muzyków papierowymi kulami…
; x

Podziel się swoją opinią

Jeden komentarz

  1. W kolegów po fachu papierkami???? Nie no tak się nie robi rzuca się
    grosiakami coby poczuli :)))

Możliwość komentowania została wyłączona.