jak nie bac sie grania?

Autorka opisuje problem związany ze strachem przed graniem własnych kompozycji na basie, który towarzyszy jej od dwóch lat. Mimo że jest w stanie grać utwory innych artystów, odczuwa paraliż, gdy przychodzi do tworzenia i grania własnej muzyki.

tak w sumie nie wiem za bardzo gdzie o tym napisac, najwyzej admin zamknie
tudziez przeniesie, jeśli ktoś już miał taki problem to przeniescie mnie do
tematu, gdyz nie dostrzeglam na forum takowego, ale przechdoze już do sedna
sprawy.

otoz mam problem ktorego nie mogę się pozbyc od początku mojego dwuletniego
grania na basowce, mianowicie – o i le jestem w stanie zagrac jakikolwiek
kawalek ulozony przez kogokolwiek, o tyle jeśli mam grac coś swojego lapie mnie
za raczki taki paraliz, ze nie jestem w stanie nic z siebie wykrzesac. kiedy
sobie siedze SAMA i kombinuje – nie ma problemu, ale nawet na lekcjach kiedy
cwiczymy jakieś skale czy pentatoniki i mam dla próby zagrac sobie losowo
dźwięki żeby je ogarnac – już nie jestem w stanie tego zrobić, bo to już w
jakiś sposob ma wychodzic ode mnie. nie wiem, czy to wstyd jakiś, czy stres,
czy o co mi w tym lbie chodzi, ale to jest straszne, bo w zasadzie wyklucza
mnie zarowno z grania jak i rozweijania się w graniu, bo ile można grac coś, co
ktoś inny napisal/wymyslil.

tak tez i zespoly ograniczaja się dla mnie poki co do tego, ze podkladam bas
pod ulozona już piosenke, nigdy nie wymyslajac niczego od podstaw żeby to się
tak np. gitara pod bas ulozyla.

macie jakiś pomysl na to jak mam się otworzyc z moimi pomyslami na ludzi i
zaczac wreszcie grac? bo to jakaś zenada jest kiedy nie jestem w stanie zagrac
najmniejszej pierdoly majac swiadomosc, ze od początku do konca wymyslalam ją
ja.

Jak sobie radzić ze stresem związanym z graniem na basie?
Jak można przestać bać się grać własnych utworów na basie?
Jak walczyć z paraliżem twórczym podczas grania na basie?
Jak rozwijać swoje umiejętności w grze na basie, jeśli nie potrafię wymyślać własnych utworów?
Jakie są sposoby na pokonanie wstydu związanego z graniem na basie?
Czy ktoś miał podobny problem z graniem na basie i jak sobie z nim poradził?
Jakie techniki można zastosować, aby móc swobodnie grać swoje własne utwory na basie?
Jak radzić sobie z uczuciem ograniczenia w grze na basie, gdy muszę podkładać bas pod już istniejące utwory?
Co zrobić, aby zacząć komponować i grać własne utwory na basie?
Jakie są sposoby na otwarcie się przed ludźmi i podzielenie się swoimi pomysłami na grę na basie?

Podziel się swoją opinią
muchabzz
muchabzz
Artykuły: 0

35 komentarzy

  1. dokładnie, aaale oprócz sety… 😛

    nie ma rady, musisz próbować jak najwięcej grać przy ludziach (obojętne
    przed kim)

    regularnie i stopniowo i dasz rade 🙂

    jak już się trochę przełamiesz to jakieś improwizacje z innymi, nawet
    krzywe i koślawe

  2. możesz też spróbować nauczyć się jakichś podstaw na elektryku, mi to
    dużo pomogło w basowaniu.

  3. chyba każdy tak miał z początku, u Ciebie widać, że tworzysz sobie
    presję, że musisz, że powinnaś, a wcale tak nie jest, jeśli nie zagrasz
    też będzie dobrze, a w między czasie spróbuj pograć z kimś lub przy kimś
    przy kim się swobodnie czujesz, stopniowo Ci przejdzie, jak przestaniesz się
    przejmować co myślą inni na temat Twojego grania to problem zniknie

  4. no właśnie nie mam totalnie żadnych oporów żeby grać przed ludźmi. tak
    długo nie mam oporów, dopóki nie gram czegoś, co jest moje.

    pomysł z setą jest słaby bo ja tak generalnie piwo piję przez cztery
    godziny i tak w ogóle nie przepadam za alkoholem czy papierochami czy innymi
    używkami otumaniającymi i raczej nie sądzę aby mi pomogło. a poza tym
    jestem chyba trochę alkoholoodporna bo jak mnie ongiś kumple wyciągnęli na
    tanie i wódę to mogłam mieszać i chlać kiedy inni już dawno zdechli, ale
    samemu to już nie ma funu…

    *witt może mieć trochę racji, bo każdy jest mną taki zawsze na początku
    zachwycony, że szybko ogarniam, że to i tamto, i ja się później boję
    grać swoje rzeczy, bo one najzwyczajniej w świecie mi się nie podobają. ale
    to, kurcze, straszne jest, bo ja nie umiem przestać o tym myśleć O_o a jak
    gram coś czyjegoś, to zawsze mogę sobie powiedzieć że aaa, bo to jest tego
    i tamtego a jak się pierdzielnę, to mogę powiedzieć, że przeca się
    dopiero tego uczę i to jakiś wyszpaniony kawałek jest i o.

    kurczę, nienawidzę swojej głowy -.-„

  5. Tez nie lubię swoich rzeczy grać, bo mi się nie podobają. Nie wiem – może
    sobie odpal w domu jakiś prosty bit perkusyjny i sobie do niego jamuj? i rób
    tak codziennie przez jakiś czas. Coś tam Ci się ogarnie, odblokuje.

    Chyba, że masz luksus granie codziennie godzinę, dwie z perkusistą tylko. 😉
    albo umawiaj się na granie tylko z gitarzystą, może problemem na lekcji jest
    to, że grasz przy innym basiście. A gitarzysta i perkusista jakoś nie
    ocenią Cię, że powtarzasz patenty, czy coś.

  6. To zacznijcie wymyślać coś, co się Wam podoba 🙂

    Po co grać coś co się Wam nie podoba. To chyba szkoda czasu jest 🙂

  7. Dokładnie:) Ja jak coś komponuję to aranżuję, poprawiam, przestawiam,
    wywalam aż wszystko będzie grało i wywoływało uśmiech na ryju:) To tak do
    grania swoich rzeczy. Wtedy nie wstyd jest zagrać coś co wymyśliłem sam
    dzięki ogromnej ilości pracy, dobremu smaku i odrobiny szczęścia (ileż
    razy miałem tak, że pomyliłem się przy zapisie lub przy graniu i okazało
    się, że to brzmi świetnie..):)

    A co do grania przed ludźmi, strasznie nie lubię grać dla kogoś. Jak ktoś
    przebywa w moim towarzystwie i usłyszę magiczne hasło „weź mi coś zagraj”
    to odpowiadam NIE i już;) Za to kompletnie odblokowuję się na koncertach i
    jammach. Trema jest tylko przed ale jak zaczynamy grać to jest tylko i
    wyłącznie ogromna radość z grania:)

  8. ło. u mnie jeszcze nic mojego nie wywołało uśmiechu na ryju. i nie, nie
    odblokowuje się na koncertach i jamach. och ja chyba za dużo myślę zamiast
    po prostu grać.

  9. Z czasem zaczniesz wymyślać rzeczy, które wywołają uśmiech nie tylko na
    Twoim, za przeproszeniem, ryju 😉

    Powolutku, graj przy kumplach, żeby nie było spiny przed obcymi, w końcu
    przejdzie, zapewniam

  10. Myślę, że dobrym pomysłem jest jak najczęstsze występowanie z zespołem i
    granie przy ludziach 😉 Dzięki temu można zwalczyć tremę itp. Po paru
    występach myślę, że powinnaś się już „odblokowywać” podczas koncertów
    😉

  11. Ja tam lubię grać swoje rzeczy, bo są zaje…fajne 🙂

    A częściej grasz swoje wymyślone motywy czy covery?

  12. @muchabzz: ło. u mnie jeszcze nic mojego nie wywołało uśmiechu na ryju. i nie, nie odblokowuje się na koncertach i jamach. och ja chyba za dużo myślę zamiast po prostu grać.

    Ale grasz z zespołem, próby przede wszystkim? Mnie się wydaje, że granie
    prób z ludźmi, których się już zna i jammowanie z nimi dużo daje.

  13. *latem666 – no właśnie ja mam bardzo krytyczne podejście do siebie, nie
    tylko w kwestii basu, i podoba mi się niewiele rzeczy, które kreuję. może
    stawiam sobie zbyt wysokie wymagania? nie wiem. co do grania to… hm. gram i
    czyjeś (bo technicznie można się fajnie rozwinąć), gram i swoje (powiedzmy
    że gram), z tym że w większości z tych swoich zadowolona nie jestem.
    chociaż padają komentarze na próbach, że pokręca chłopaków ta linia basu
    czy tamta, to mnie jakoś to brzmienie nie podrapie i nie zaswędzi.

    *Aga – gram i sama, i na próbach z ludźmi, i mam świetnego nauczyciela z
    którym spędzam po kilka godzin jak już zrobimy tę lekcję (najdłuższa
    lekcja jaką miałam trwała 5 godzin), aczkolwiek niewiele gram sama tak w
    ogóle, bo zajmuje się miliardem rzeczy na raz i bywa, że basu i przez dwa
    tygodnie nie tknę, jeśli nie mam próby albo lekcji.

  14. Graj codziennie, chociaż po godzince, lepiej poczujesz się ze swoim
    instrumentem, będzie częścią Ciebie. 🙂

    Tak w ogóle właśnie zamiast gadać i myśleć, trzeba grać, grać, grać,
    grać i jeszcze raz (dla odmiany) GRAĆ. 🙂

  15. nie jestem w stanie grać codziennie. już nawet gdybym porzuciła ten miliard
    innych rzeczy i zostawiła te totalnie najpotrzebniejsze jak szkoła + praca +
    podstawowe czynności życiowe to zabiera mi tyle czasu, że jestem często bez
    szans na godzinę czegokolwiek dla siebie dziennie. a że ja się maksymalnie
    szybko nudzę, nie mogłabym każdej chwili wolnego czasu przeznaczyć na
    granie, ja muszę raz zająć się tym, raz tamtym, a raz jeszcze czymś innym
    bo mnie po prostu roznosi od środka.

    i tak „na co dzień” gram, gram. ale jak przychodzi co do czego to zaczynam
    myśleć i to jest porażka.

  16. dziewczyno, a może po prostu jeszcze nie jest czas na robienie swoich rzeczy?
    🙂 ja jak zaczynałem długo robiłem Covery a potem z kumplem pomysły. On
    układał gitarę, przynosił mi taby, albo nagrane patenty, a ja układałem
    DO TEGO bas. Zanim zacząłem komponować zaczynając od basu minęły lata…
    Tym się nie przejmuj, ma ktoś rację mówiąc że gitara może w tym pomóc.
    Coveruj różne rzeczy, układaj bas pod ułożone partie gitar, sprawia to
    mnóstwo radości!:) a jak już kiedyś sama coś ułożysz i znajdziesz ludzi
    którzy się z Tobą zgrają, to jest kapitalne uczucie:)

    pozdrawiam i powodzenia

  17. Myslę że nie ma co się pchac w chemię. To ślepa uliczka, muzyk musi umiec
    też na trzeźwo i koniec. Alkohol mnoży to co się ma, dobry humor wzmocni,
    ale doła pogorszy. Trzeba przynieśc coś na początek. Zdarzało mi się
    parę razy w życiu, że był flow, był nastrój, klimat, humor i wszystko
    żarło pięknie, nawet solówkie umiałem zagrac. I nie byłem na pewno pijany
    ;]

    Sam znam ten ból w stylu zagraj coś albo podaj jakiś motyw. Sam nie umiem
    nic wymyślec, zwłaszcza na zawołanie, w takich wypadkach daję coś co znam,
    coś sprawdzonego.

    Myślę że cały ten problem to nie jest kwestia niedogrania, niedoczwiczenia
    tylko kwestia stricte psychiczna. Myślę że należy nie myślec, myślenie,
    zastanawianie się i kombinowanie nic dobrego nie wnosi. Trzeba popracowac nad
    pewnością siebie, ja np zacząłem się wkradac na próbownię samemu i
    spiewac. Jak se człowiek podrze ryja to i humor ma lepszy i większą pewnośc
    siebie.

    No i przede wszystkim graj publicznie, chocby cudze rzeczy. Mieszkasz w jakimś
    większym mieście, gdzie są kluby w których odbywają się jam sessions?
    Idź, posłuchaj co grają i jak, podszkol się i idź na scenę. Graj cudzesy,
    ale z ludźmi i na scenie. Nie ma wtedy miejsca na myślenie, trzeba działac
    od razu. Moze się nie udac, ale tak na pewno więcej się nauczysz niż w
    internecie. Nie bój się porażek, nikt cię nie zabije jak coś pomylisz,
    ludzie wbrew pozorom sa mili, a jak nie są to niech spie***ją.

    Pośpiewaj, idź na jam session, przebywaj z ludźmi i nie bój się porażek,
    ot co ;]

    Powodzenia.

  18. ze śpiewaniem to prawda, zawsze poprawiało mi samopoczucie, z resztą chyba
    cenniejszą umiejętnością na scenie jest umiejętność dogrania się do
    kogoś, a jak się wyobraźnia muzyczna rozwinie to można też komponować,
    przede wszystkim przestań wywierać na Siebie niepotrzebną presję, wirtuozi
    są wirtuozami bo pracowali na to Latami

    z resztą tak jak np. ja sobie kombinuję to ułożę jakiś motyw, ale
    ciężej jest ułożyć coś dłuższego bez ciągłego powtarzania, ale z
    czasem coraz więcej nutek zaczyna się kleić i coś tam powstaje, powodzenia

  19. jezu ale ja się panicznie boję jammowania. poza tym nie jestem jeszcze taka
    fajna na basowce coby siąść i zacząć się dogrywać o tak o. ja muszę
    zawsze pokminić i mieć czasu na to trochę. tak… hm… godzinkę? XP i ja
    chyba mam jakieś dziwne przekonanie, że jednak mnie ktoś zabije, zakopie i
    rozwali ten instrument na kilka części.

    aczkolwiek np. jak sobie czasem przyłażę do muzycznego, gdzie gram czasem z
    sympatycznym panem Arkiem, to nie mam oporów, kiedy on mi pokaże „grasz tak i
    tak”, ja sobie powtórzę ze dwa razy i już gramy jakąś piosnkę którą
    pierwszy raz w życiu słyszę. i nie ma problemu że ludzie przychodzą,
    przełażą, słuchają, ja się mogę pierdziutnąć tryliard razy i nic mi to
    nie robi. ale za każdym razem kiedy pan Arek stwierdza „no, to pokaż mi co
    tam wykminiłaś sobie ostatnio” to ni cholery nic nie zagram. doprowadza mnie
    to do szału powoli.

    i ja sobie mogę siedzieć i coverować, ja mogę podkładać bas pod gitarę,
    mogę przyjść na próbę i zagrać z ludźmi kawałki, które wymyślamy,
    spoko. ale muszę mieć na to czas, muszę sobie sama usiąść i pokminić,
    nie zrobie tego na żywca, a już nie ma mowy żeby ktoś słuchał jak
    kminię. tym bardziej nie ma mowy o żadnym graniu na żywca bo mnie coś zjada
    od środka i siedzę jak takie nie wiadomo co i uderzenie w pustą strunę
    wydaje mi się idiotyczne i nie na miejscu. można oszaleć od tego i totalnie
    nie wiem jak to kontrolować bo już chyba próbowałam wszystkiego o czym tu
    pisaliście, bo i próbowałam pić, i gram covery, i podkładam, ale nadal nie
    jestem w stanie grać na żywca rzeczy, które wychodzą ode mnie.

    im dłużej o tym myślę tym bardziej bezsensownie to wygląda, ale tak jest
    -.-

  20. sposób nr 1 ->rób tak, seta+ whiskey <-zawsze działa, poczekaj z 15min
    żeby udzerzyło gdzie trzeba ,chwytaj bas i jazd@@@@ 😛

    a tak na serio to musisz popracować nad pewnością siebie & samooceną,
    najlepiej zacznij od 1 znajomego , zagraj mu coś , potem dwóch,graj dla nich
    na początku 1kawalek, potem drugi(jakieś znane melodyjki, potem coś swojego
    itd)/czterech osób i jakoś pójdzie do przodu, a pewność siebie musisz sama
    pokonać.

    Ja wychodze z założenia ,że i tak będzie do d*py(koncert,jam session
    obojetnie..), i jak jest zle to jestem przygotowany i po prostu staram się
    dobrze bawić, a jak jest dobrze to jeszcze lepiej się bawie 😀

  21. to co my mamy na to poradzić? prześpij się z tym, i się tak nie przejmuj,
    szkoda Twoich nerwów, graj częściej w domu i cierpliwości, jeszcze raz
    powodzenia

  22. To wszystko przez to, ze jesteś kobietą 😛 W sumie trochę robienie sobie
    przez psychikę sztucznych problemów 🙂

  23. Jeju ja już nie widzę, gdzie jest problem. Chyba sama sobie go stwarzasz.

    Sama sobie też odpowiedziałaś na swoje pytanie, to graj, co umiesz, nie
    jammuj, nie twórz sowich motywów, czy tam ich nie graj, skoro to problem.
    Muzyka ma dać Ci radość i luz, a nie spinę.

    Graj co Ci pasuje (jak wyrzej koledzy radzili), porzuć to, w czym czujesz się
    niepewnie. Na wszystko przyjdzie czas. Przyjdzie i czas na swoje własne
    motywy. Pewnych etapów nie przeskoczysz.

  24. Mucha! nikt od Ciebie nie wymaga żebyś grała na żywca, jak potrzebujesz
    czasu na układanie, to przyjmij ten system i pozostaw to. Przyjdzie z czasem,
    zaufaj mi;)

  25. Graj więcej z Panem Arkiem z muzycznego skoro on Cię ośmiela.

    A może zaproponuj mu wspólne granie po godzinach?

  26. sposob na znieczulenie jest fajny tylko przez czas znieczulenia 🙂 sam miałem
    tak, że po paru substancjach grałem w kółko jeden motyw przez pół
    godziny, podjarany jego zajeistością, a nie o to chyba chodzi, nie? Może
    wymyśl jakiś motyw do numeru zespołu i powiedz, że chcesz mieć swoją
    chwilę że wszyscy inni milkną i Ty prowadzisz sama jakiś motyw
    (niekoniecznie super hiper wyjedupcone solo). I po paru koncertach może się
    jakoś ockniesz, czy coś.

    a jak to nie pomoże, to pewnosc przyjdzie z czasem zapewne;)

  27. matko, ja chyba nie umiem się przelamac. może jak już *latem powiedział –
    dlatego ze baba i pokrecona psychicznie strasznie. chociaż takie spiny nie
    tyczą się tylko basu w moim przypadku, ale że forum basowe, to i nie będę
    tu rozkminiać całej siebie. łaaaa. najbardziej chyba wkurza mnie to, że
    trwa to już tak długo i zawsze z takim samym skutkiem. i na co dzień się
    nie zastanawiam, ale to już jak pies pawłowa – mam zagrac coś swojego i tak
    mnie w łapkach ściska że nie jestem w stanie. to samo było wczoraj na
    lekcji. mój nauczyciel robi tak, że z racji że lekcje mamy w studio, to
    nagrywa mi podkłady, wychodzi na fajke, a ja wtedy bez problemu sobie ćwicze
    i świruje na tych pentatonikach. chociaż jak tylko wejdzie po fajce do
    studia, to automatycznie przestaje. może to faktycznie przyjdzie z czasem,
    może trzeba mnie szokowo wypchnąć, zbłaźnić raz, drugi, trzeci i się
    ogarnę, bo to żenada jest.

    *signor – granie z panem Arkiem nie takie głupie, ale ów pan spędza w
    muzycznym całe swoje życie + ma swój zespół i mieszka na drugim końcu
    Torunia i tak słabo z czasem niestety. gram z nim tyle, ile czasem uda mi się
    na miasto do muzycznego wyskoczyć. i tak do *bartha i *gurtha zarazem się
    odnosząc, póki co no z chłopakami gram te próby, fakt że tylko w weekendy,
    ale mamy własną salkę, więc siedzimy tam czasem nawet po 5-6 godzin. może
    jest coś w tym żeby tam świrować, bo jak mi przyjdzie co do czego to się
    chyba poszczam, skoro już teraz przy kilku osobach mam masakre.

    nvm, dzięki za te parę postów pomocy, postaram się psychicznie ogarnąć,
    puknąć kilka razy w głowę i nie czynić żenady 😉

  28. nuchabzz, zupełnie nie rozumiem Twojej paniki ;). Też miałam duże problemy
    z improwizacją, nie potrafiłam się przełamać. Chociaż znałam skale,
    grałam w zespole i tak dalej. Nie potrafiłam wydusić nic „od siebie”, choć
    inni czasem tego wymagali. Ale pewnego dnia to wszystko przyszło samo. Coś
    się we mnie odblokowało i… jakoś poszło. Myślę, że nie powinnaś
    próbować na siłę ;). Jeśli będziesz ćwiczyć to pewnie nadejdzie taki
    moment, że się przełamiesz :). Trzymam za Ciebie kciuki.

Możliwość komentowania została wyłączona.