Heya!
Mam pytańsko – jakie są wasze ulubione albumy 2015-go roku?
W moim topie plasuje się PARADISE LOST – The Plague Within – no po prostu
urywa mi głowę, dawno położyłem lagę na ten zespół a tu ostra
niespodzianka – wolne tempa, motoryczne bębny, doom, gotyk, chujwieco i growl
taki bardzo charczący i szlachetny. Zajarałem się tak bardzo, że nawet
wybrałem się na Castle Party do Bolkowa;) i o dziwo na żywo Nick Holmes nie
meczał jak koza i był trzeźwy (chyba!) w przeciwieństwie do koncertu na
którym kiedyś byłem – Paradise Lost i Samael, gdzie była tragedia. No
przepiękna płyta i props jak to mówią ziomale!
SLAYER – Repentless – od 11-go września okolice Placu Wolności około godziny
20-stej rozbrzmiewają jedynym słusznym mottem „LIVE FAST, ON HIGH,
REPENTLESS!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!” Płyta zajebista – 101% Slayera w Slayerze.
Szybkie, szatkowane riffy, wściekłe skandowanie Aray’i, niesłyszalny bass
(uroki Slayera:)))). Tak jak Metalika czy Anthrax mogą spadać na bambus
„Zabójca” nagrywa najlepszy album od dłuuuugiego czasu.
MGŁA – Exercises in futility – oj przeprosiłem się z metalem w tym roku, z
blackiem też. Klimatyczna muza, najlepszy blackowy album od ostatniego Burzuma
(IMHO). Nie brzmi jakby ktoś żaby pozamykał w kiblu i puścił do tego
perkę z ruskiego automatu – no ale Behemoth to też nie jest.
*****************************************************************************************************************
Generalnie 2015 to super rok dla fanów ciężkiego grania – nowy Soulfly też
chyba zajebisty bo sąsiad puszcza non toper i refren SO-DO-MITES grzmi tak
groźnie, że homoseksualiści przechodzą na heteroseksualizm w postrachu
przed ultraortodoksyjnym-katolem Maxem Cavalerą.
***Jeszcze wyszedł taki fasntastyczny winyl Gravelandu „Epilogue” – kupiłem
na stanowisku WitchingHour bo o ile nienawidzę tych rasistów i faszoli mają
najlepszy merch na świecie i trafiła mi się limitka numer 555 (prawie jak
666) więc kupiłem by postawić tą śliczność na półce i sprzedać
kiedyś. Bo po pierwszym przesłuchaniu w sumie kał – no NIE jest to polski
BURZUM.
A jakie są wasze ulubione albumy 2015???
Jakie były twoje ulubione albumy z 2015 roku?
Czego słuchałeś w 2015 roku?
Który album uważasz za najlepszy z 2015 roku?
Czy miałeś jakieś ulubione utwory z 2015 roku?
Czy byłeś na jakimś koncercie w 2015 roku?
Który zespół najbardziej Cię zainteresował w 2015 roku?
Co myślisz o albumie Gravelandu Epilogue?
Jaką muzykę najbardziej lubisz słuchać?
Czy uważasz, że rok 2015 był dobrym rokiem dla heavy metalu?
Czego oczekujesz od nowych albumów w 2016 roku?
Taco Hemingway – Umowa o dzieło
3. Tim Bowness – Stupid Things That Mean The World
2. Fjieri – Words Are All We Are
1. Steven Wilson – Hand. Cannot. Erase.
Koniec. Kropka.
Od kilku tygodni nic innego nie ląduje w moim odtwarzaczu.
Oczywiście wiem, że 2. to tak bardziej 2010-2014)
Jeszcze muszę parę zespołów przesłuchać na spokojnie (David Gilmour,
Graveyard, Jack White, Rush za miesiąc), więc wtedy wybiorę szerzej. Na tą
chwilę zdecydowanie Starfire Jaga Jazzist – ale to bardziej z mojej wielkiej
miłości do tego zespołu.
Lol, Slayer od płyty „God Hates Us All” wypuszcza taką kapustę, że się w
głowie nie mieści. Ta nowa płyta to samo, zjadanie własnego ogona. Nic
absolutnie ciekawego ten zespół nie prezentuje. Znacznie ciekawiej w temacie
podobnej muzyki gra High on Fire, który właśnie w tym roku wydał album
„Luminiferous”, depcząc Slayera kompletnie. Ale po dziadkach nie ma się co
więcej spodziewać :D.
Z ciekawych ostatnio jest też Goatsnake z „Black Age Blues”, jeżeli ktoś
lubi stoner / doom z oldskulowym wokalem, to mocno polecam.
No i Ghost – „Meliora”, ale mam wrażenie, że trochę lżej i jakoś tak
bardziej komercyjnie :D. Niemniej nadal ciekawie.
HERETYYYK!!!!!!!!
Żebyśmy się dobrze zrozumieli, bo ująłem to nie do końca fortunnie,
powinienem napisać „po God Hates Us All”, bo to ostatnia ich
dobra płyta :D.
Uważam, że nie ma czegoś takiego jak obiektywnie najlepszy album w
jakiejkolwiek kategorii, ale jeden z moich typów na 2015 to: „Bad Magic”
Motorhead.
Wiem, że prawdopodobnie połowa ludzi stwierdzi że od ćwierć wieku robią
jedynie autoplagiaty a druga połowa, że skończyli się wraz z „Kill’em All”
– sorry, ale musiałem;)
Mam jednak nadzieję, że wraz ze mną znajdzie się mała garstka osób,
która jednym i drugim oraz pozostałym malkontentom (względem twórczości
Lemmy’ego)szczerze będzie życzyła: takiej ilości płyt nagranych,
sprzedanych, takiej ilości koncertów i wiernych fanów, takiej ilości
litrów wypitych trunków i innych rzeczy związanych z szeroko pojętym
rock’n’rollem jak w przypadku Lemmy’ego.
Szczerze polecam posłuchać płyty – zwłaszcza biorąc pod uwagę, że
ostatnio sporo koncertów odwołali:(