Gdybym był bogaty…

Opowiadam o mojej fascynacji MM Stingray'em i jak przy obecnym kryzysie gospodarczym, zastanawiam się nad alternatywnymi metodami zarabiania przez handel chińskimi gitarami basowymi. Uzyskując niesamowite marże z wykorzystaniem platformy Alibaba do zakupu i Allegro do sprzedaży.

Jimmy.
… kupił bym sobie MM Stingray-a i to nie na raty.

ale nie jestem. W dobie kryzysu z mojej pracy ledwo da się wycisnąć na
opłacenie lutnika, a Basię (i to z najniższej półki) musi mi kupować
koleżanka małżonka.

Od siedzenia i narzekania zazwyczaj nie przybywa. A gdyby tak zamiast poważną
pracą zająć się jakimś łatwiejszym sposobem zarabiania? Oczywiście
legalnym. Już starożytni Apacze mawiali, że lepsze deko handlu niż kilo
roboty.

Pomysł handlowy nasunął mi się w trakcie poszukiwań korzeni mojej Adelity.
W Chinach jest ponad 800 firm i firemek produkujących gitary basowe. 3/4 z
nich robi „jazzbasy” o takim kształcie i elektronice. A zatem która z nich?
Skoro Adelita jest najtańsza – to trzeba było przeszukać ofertę tych firm i
też wybrać z nich najtańszą.

Pomocą posłużyła stronka:

www.alibaba.com/countrysearch/CN-suppliers/bass_guitar.html

Wprawdzie nie ma na niej cen, ale za pośrednictwem tego portalu można wejść
na strony producenta, a w razie wątpliwości wysłać maila z zapytaniem
handlowym do kogoś z danej „firmy”.

Efektem poszukiwań jest gitara Jixing Nature JB 11. Na
dodatek dowiedziałem się, że: „Tak, możemy nałożyć na zamówione gitary
logo „Futrzak de Luxe”. Wyjdzie to ok. 0,75 USD za sztukę”. Robią tych
„natur” 3000 sztuk na miesiąc, tzn. setkę dziennie. Prawdziwa taśmówka ;),
zwłaszcza, że to tylko jeden z kilkudziesięciu ofetrowanych przez te
fabryczkę instrumentów.

Przy większym zamówieniu zabawka kosztuje 27 USD za sztuke. Do tego dochodzi
cło: 25 proc = 6,75 USD oraz transport loco Gdynia (wg.

www.drobnicamorska.pl

przy 60 gitarkach – 160 USD, zatem 2,67 na łeba). Podsumowując – mamy 36,42
USD co według

www.bankier.pl/inwestowanie/waluty/narzedzia/kalkulator_walutowy/

po kursie na dzień 30.01.2010 daje 105, 92zł.

Dodajemy „bonusy”: 3 kostki (1,50), pasek i ortalionowy pokrowiec (też
chińskie wraz zakupem, cłem i transportem wyliczonym j.w – 8, 63zł razem),
kabel dwumetrowy (w hurcie 7,50). Razem 17. 63zł.

Łącznie 123,55. Do tego vat (na gitary 7% czyli 8,65). Voila. Gitara
gotowa do sprzedaży kosztuje nas 132, 20zł.

Jeśli ktoś ma dryg w rękach i nieco mniej kasy może zamówić gitary w
częściach i sam je składać. Wówczas kosztuje to 19 USD za sztukę. I cła
nie ma. Dochodzi zaś robocizna (najlepiej poszukać na Wolumenie lub w Rzgowie
jakiegoś Kitajca, któremu znudziło się handlowanie bielizną). Reszta
składników pozostaje bez zmian.

Wystawiamy na Allegro (co zmniejsza koszty składowania i sklepowania) jako
superhiperokazja z bonusami. Przebijamy konkurencję wystawiając po 264,40. I
tak mamy zarobek 100 proc. Gitarki chwilę schodzą (obserwując allegro – przy
liczbie potrzebnej aby zarobić na MM Stingray – może to potrwać trzy
miesiące. Ale normalną pracą przez ten okres można zarobić tyle, że
odłoży się na Adelitę, no może na używanego Corta).

Przy okazji: Na „alibabie” można też zakupić każdą gitarę na sztuki. Ale
„jednorazowo” się zupełnie nie opłaca. Koszt 1 szt. tej akurat gitarki
rośnie do 64.95 USD. To by było jeszcze do wytrzymania, gdyby nie fakt, że
morzem jednej sztuki wysłać się nie da (chyba, że się ma marynarza w
rodzinie), a jedyną opcją jaką daje „alibaba” jest kurier EMS, co trwa
szybciej [do 5 dni] jednak trochę kosztuje. Do Polski 610.59 USD. Razem mamy
675.54 dolców

Poczułem się zatem dowartościowany. Moja Basia nie jest taka zła, skoro
jest tyle warta. Mam coś warte ponad 675 USD. Za 1965zł (to po dzisiejszym
kursie) na Allegro mógłbym kupić Ibaneza SR 505.Ale jeszcze bardziej
dowartościowuje mnie to, że nie zapłaciłem za to ani grosza 🙂

Wróćmy do marzenia o Sting Ray-u. To wszystko wygląda tak pięknie, że aż
nie może być prawdziwe. Być może, gdybym miał wykształcenie 4-klasowe –
rzuciłbym się w ten interes bez wahania (i zapewne dobrze na tym
wyszedł).

Ponieważ niestety kończyłem, nie wiem po co, nieco więcej szkół – od razu
zacząłem rozważać tysiące możliwości i snuć przewidywania. Raczej
czarne. Bo przecież na takiego przedsiębiorcę czyha wiele pułapek.

Począwszy od tego, że kitajce mogą wziąć pieniądze i rozpłynąć się w
powietrzu. Albo na statek wiozący akurat moje gitary – napadną somalijscy
piraci. A największa pułapka jest taka, że na ten prosty pomysł wpadło
już tysiące ludzi. Za duża konkurencja. Aby w takiej się utrzymać trzeba
być cynikiem bez skrupułów. Trochę mi do tego brakuje.

Może by jednak próbować zarobić siląc się na oryginalność. Jedna z
włoskich firm za drobną dopłatą (45 USD) oferuje gitarę w wesji
„znoszonej”. Powyższa dopłata to „jedynie” 1/5 ceny gitary
„nieuszkodzonej”.

Co ciekawe – gitary te powinny nas zainteresować , bo mają dechę
produkowaną z drzewa basowego (basswood). Żartowałem, oczywiście. Basswood
to ścinka lipowa, a zatem gitara jest klasy Adelity. Jednak za nazwę „Fuel
Italiana” trzeba dać nieco więcej niż za jakąś Adelitę. Więc jakby idąc
tym tropem te tanie chińszczyzny „z-worn-ić” i dodać 1/5 ceny tj. 55zł –
to już zarobek byłby nienajgorszy nespa?

Innym, nieco droższym pomysłem „uzdatnienia” tejże włoskiej gitary za 170
USD jest… nazwanie jej „Hendrix” i … wydłutowanie na desce płaskorzeźby
przedstawiającej popiersie Hendrixopodobnego gitarzysty.To już jest jednak
„robótka ręczna” , zatem taki hand made Hendrix Fuel kosztuje już 580 USD.
Zarobek świetny – tyle, że ja mam ręce stworzone do grania a nie do
dłutowania.

Ech, o StingRayu będę mógł tylko marzyć. Chyba, że za parę lat
Chińczycy wypuszczą tanie podróbki, i będzie można wśród nich trafić na
jakąś możliwą.

Zdjęcia przedstawiają gitary zwykłe, ale rzeczona firma oferuje też basy w
tych formach

Podziel się swoją opinią

82 komentarze

  1. solartron – ale wg mnie gdzies gubisz racje… w ktoryms momencie…

    jeśli masz te same materialy – np budujesz Fender z gornej polki i jego
    lutnicza kopie… Zalozmy, ze uzyjesz materialow tej samej jakosci – i orbie je
    lutnik oraz grupa malych koreancow za miske ryzu… To nie uwazasz, ze kopia
    będzie lepsza, gdyz lutnik(dobry oczywiście, nie jakiś majsterklepka), wlozy w
    to więcej serca i dbalosci w wykonanie oraz dopieszczenie instrumentu?

    Lutnicy tez maja dostep do 30 letniego sezonowanego drewna itd itd. Ale
    wiadomo, ze koszt będzie wiekszy. Ale i tak nizszy niż przy oryginalnym
    fenderze.

    … o już wiem.

    @solartron: Tak dla Twojej informacji są instrumenty, które wszyscy wspaniali lutnicy chcą skopiować i wymądrzają się jak to zrobić – a jak przychodzi co do czego wychodzi mniejsze lub większe . . . gówno (przepraszam za wyrażenie).

    z drugiej strony ja uwazam, ze instrument utniczy ma być niepowtarzalny…
    Niestety wiaze się to z eksperymentowaniem – jeśli chcesz brzmienie Fender –
    bierz fendera. A jeśli lubisz ryzyko i chcesz mieć coś swojego.. bierz lutnika
    🙂

    Podam swoj przyklad, będę chwile nieskromny.

    Kupilem sobie lutnika u p. Langowskiego – zrobil mi ksztalt jaki chciałem, uzyl
    takich materialow i jestem zadowolony. Za ta kase bym nie kupil lepszej 6tki.
    Ta po prostu lezy mi w lapie. Nie ma brzmienia Fender albo innych znanych
    marek. Ma moje brzmienie.

    Co do odsprzedazy… Nie mam zamiaru sprzedac. Jest to MOJ instrument i nikomu
    innemu się tak nie spodoba :). i w takim celu się zanabywa lutnika – kiedy się
    wie, co się chce.

  2. @healfwer: grupa malych koreancow za miske ryzu..

    Healf, ale przeciez Ci beznadziejni, mali (:|) koreańce nie robią
    fenderów.

    I do jasnej d*py, nikt tego za miskę ryżu nie robi.

  3. Co za pierniczenie – czekamy na utwory z owych wioseł w wątku Pochwalcie się
    jak gracie. Nie zawsze musi to być top poziom, co ostatnio starałem się
    bezwstydnie wykazać i przez dużą dawkę Waszej dyplomacji nie zostałem
    złomotany 😀

    Tak, czy owak – grajcie i wrzucajcie. Wtedy ocenimy, gdzie jest racja (choć
    mam pewne „przeczucia” 😉 ). Ćwiczyć, nagrywać, ćwiczyć, nagrywać,
    ćwiczyć, nagrywać, ćwiczyć, nagrywać, ćwiczyć, nagrywać, ćwiczyć,
    nagrywać, ćwiczyć, nagrywać, ćwiczyć, nagrywać, ćwiczyć, nagrywać,
    ćwiczyć, nagrywać…

  4. Dobra, ostatni mój post w tym wątku bo widzę że walę głową w
    ścianę.

    Jedyne co chciałem udowodnić w moich postach to tylko to, że cena DETALICZNA
    tych drogich gitar jest niewspółmierna do ich rzeczywistej wartości, że
    marża producenta w wypadku tak niszowych towarów jak gitary a zwłaszcza
    basowe nie wynosi 20% tylko kilaset. Akurat znam realia rynku i wiem, że
    gdbyś bracie był bliskim kolegą kierownika produkcji Fenderów załatwiłby
    Ci po kosztach na lewo za 3-4 tys dokładnie ten sam model, który w sklepie
    kosztuje 10tys.

    Nigdy nie pisałem, że te nadjroższe gitary niczym nie różnią się choćby
    od tych ze średniej półki. Porównywałem jedynie BRZMIENIE oryginalnego
    Fender Precisiona z lutniczym Jazz Bassem i wg mojej subiektywnej oceny
    spodobało mi się bardziej to drugie, a to rzecz tylko i wyłącznie gustu.
    Zdaje się Healfwer zrozumiał o co mi chodzi bo bardzo dobrze to ujął –
    mianowicie po zdobyciu identycznej klasy materiałów i znalezieniu
    doświadczonego lutnika, dla którego robienie gitar to pasja – zrobisz za
    połowę ceny gitarę porównywalnej jakości do tych najlepszych, podkreślam
    – jakości bo nikt nie mówi tu o klonowaniu np tego nieszczęsnego Fendera,
    który notabene już dawno jest marką potężnej korporacji z kilkoma
    fabrykami na całym świecie a nie lutniczego warsztatu Leo. Dlatego właśnie
    gdy Leo Fender postanowił sprzedać dzieło swojego życia z miejsca rzuciło
    się wielu chętnych czując dobry interes, bo przecież nie sentyment i
    pasję. Z legendy została tylko marka i patenty na produkcję gitar. I dziś
    Fender to firma robiąca beznamiętnie jedną gitarę za drugą, żeby
    sprzedać z dobrym zyskiem a jeśli ktoś łudzi się, że jest inaczej i
    wciąż wierzy w magię i legendę to jest zwykłym upartym ignorantem. Jedynie
    znani muzycy mają przywileje i dla nich gitary robione są rzeczywiście z
    pasją na specjalne zamówienie ale to układ z korzyścią dla obu stron
    (reklama itd). Ja nie jestem znanym muzykiem więc wolę iść do lutnika,
    który potraktuje mnie tak jak w Fenderze potraktowali by Lelanda Sklara i
    zrobi mi z dokładnością i z pasją gitarę bardzo dobrej jakości za
    połowę ceny, którą musiałbym wydać w sklepie na Fender modląc się
    jednocześnie by mi się trafił udany egzemplarz…

    No ale to wszystko to tylko teoria nie poparta praktyką.

    Ps. odnosząc się do tez Solartona. Przeczytaj sobie na spokojnie dwa swoje
    zdania:

    – „…a jaką masz pewność, że ten Fender to nie knot (bo chyba z 80%
    produkcji jest taka)?…”

    – „Tak na zakończenie zadam takie pytanie – o co ludzie się zabijają ze
    Stradivariusami – mało to dzisiaj lutników co robią podróby za promil ceny
    oryginału?…”

    Nie wiem czy zauważyłeś drobną sprzeczność, poza tym nie porównuj gitar
    Fender do skrzypiec Stradivariusa bo to już prawie herezja. Geniusz umarł i
    zostawił po sobie skrzypce, które zrobił własnymi rękami, żył w takich
    czasach, że nie znalazł się żaden Walter Schultz który postanowiłby
    zrobić na samej MARCE kokosowy biznes. Może to i lepiej bo gdyby Stradivari
    zdążył sprzedać nazwę i do dzisiaj w fabrykach robiono by skrzypce z jego
    logiem – pewnie uważałbyś że to są te same skrzypce co robione przez
    mistrza i warto za nie płacić 100000000000000000000000000000000000000
    euro…. 🙂

  5. @Steve Rondel:
    Nie wiem czy zauważyłeś drobną sprzeczność, poza tym nie porównuj gitar Fender do skrzypiec Stradivariusa bo to już prawie herezja. Geniusz umarł i zostawił po sobie skrzypce, które zrobił własnymi rękami, żył w takich czasach, że nie znalazł się żaden Walter Schultz który postanowiłby zrobić na samej MARCE kokosowy biznes. Może to i lepiej bo gdyby Stradivari zdążył sprzedać nazwę i do dzisiaj w fabrykach robiono by skrzypce z jego logiem – pewnie uważałbyś że to są te same skrzypce co robione przez mistrza i warto za nie płacić 100000000000000000000000000000000000000 euro…. 🙂

    Nie wiem kto był większym geniuszem Leo Fender czy Antonio Stradivari. Jeśli
    Ty nie masz wątpliwości to chyba nie zdajesz sobie sprawy czego i w jakich
    dziedzinach dokonał Fender a w ilu Stradivari. Chyba Twoja wiedza na temat
    WIELKIEGO Leo również nie jest zbyt rozległa. Może i jestem heretykiem –
    nie mnie oceniać 😉

    Nie wiem czemu oburzasz się na wysokie ceny instrumentów. Wiesz ile TYSIĘCY
    procent zarabia się na np. elektronice typu RTV? No ale sorry – znasz rynek
    😉

    Dla Twojej informacji szkoła cremońska nie umarła z dawnym mistrzem – robi
    się na niej dzisiaj ogromne (wręcz niewyobrażalne) pieniądze i jakoś nikt
    nie uważa, że są to instrumenty zrobione Tymi jedynymi rękami 😉 Ja tez aż
    takim ignorantem nie jestem – czego i Tobie życzę 😉

    @healfwer – między naszymi punktami widzenia nie ma sprzeczności. Ja
    absolutnie nie neguję lutnictwa – ale nie jest ono alternatywą dla dobrych
    firm instrumentalnych. To osobna działka. Sam gram na lutniczych instrumentach
    i je cenię.

    Jeśli szukam tego konkretnego brzmienia, które ma np. Ken Smith, Spector,
    itd. to mam świadomość, że u lutnika go nie kupię tylko tyle ;).

    Natomiast wiem, że zazwyczaj dostanę solidny i dobrze brzmiący instrument –
    ale INNY. To oczywiście nie wada – ale sam wielokrotnie jestem świadkiem jak
    ludzie są zawiedzeni, że chcieli takie a dostali fajne, ale jednak inne
    brzmienie (niekoniecznie gorsze). Ale za to niepowtarzalne brzmienie płaci
    się słono – bo jest niepodrabialne.

    Podsumuję moje wypowiedzi tak – jeśli jakieś brzmienie bardzo konkretnie
    sprecyzowane sprawia mi radość, to szukam takiego instrumentu do skutku i
    płacę odpowiednio (jak mam szczęście to nie musi być drogo). Natomiast nie
    kupię tego brzmienia jak worek kartofli za mniejsze czy nawet większe
    pieniądze u żadnego lutnika na zamówienie.

    Nie zamierzam nikogo przekonywać do moich racji – to tylko moje
    spostrzeżenia. Mam okazję pomagać sprzętowo wybitnym polskim basistom i
    jakoś nie widzę, żeby pomykali na tanich sprzętach. Wręcz przeciwnie – co
    jakiś czas pojawiają się u mnie z nowym sprzętem 😉 (jakoś nie widziałem
    u nich tanich basów czy gitar „podrasowanych”)

    Po mojemu jest tak – jeśli instrument jest wybitny – jest wart każdych
    pieniędzy. To moje zdanie i ktoś może mieć inne poglądy – git 😉

    Na rynku jest miejsce dla Stagga – znajdzie się i dla Fodery 😉

  6. solartron – ja tam twierdze, ze jeśli chcesz brzmiec jak cholerny Fender P-Bass
    to kup sobie Fender P-Bassa . Proste nie?:)

    po to sa konstrukcje,ze tak nazwe, wyjsciowe – jazz, precel, czy MM, ze jeśli
    chcemy ich brzmienie, to je kupujemy 🙂

    edytka: solartron – co do braku podrasowanych wiosel u Polakow – polacy widac
    się nie znaja…

    Jak patrze na np, sheehana, , który sam sobie dlubal w wiosle, żeby bardziej
    brzmienie pasowalo a pozniej na tej podstawie zrobili sygnature… I powstala
    Yamaha Attitude..

    Moze dlatego nic nie robia, bo się nie znaja? W tym sensie, ze wystarcza im to
    i nie wiedza nawet, ze moga coś ulepszyc.

    Druga sprawa – nie ma „tanich” apgrejdowanych instrumentow?

    Sczerze watpie.

    Nie mowie tu o slawach, , które za koncert biora xxx tysiaczkow zlotych, mowie o
    kapelach, , które graja za nieduza kase.

    Z drugiej strony – ja np swojej jolany nigdy się nie pozbede. Ni ma ch*ja.
    Tylko brzmienie ricka może ja zniszczyc, a ze na ricka mnie nie stac to ona
    zostaje 🙂 (dobra, stac, ale ze brzmi super to Rick mnie nie nado- kiedyś
    pewnie kupie, bo zawsze chciałem porownac i grac na rickenbastardzie).

  7. @healfwer: solartron – ja tam twierdze, ze jeśli chcesz brzmiec jak cholerny Fender P-Bass to kup sobie Fender P-Bassa . Proste nie?:)

    po to sa konstrukcje,ze tak nazwe, wyjsciowe – jazz, precel, czy MM, ze jeśli chcemy ich brzmienie, to je kupujemy 🙂

    I ja nie mówię inaczej 😉

    @healfwer:

    edytka: solartron – co do braku podrasowanych wiosel u Polakow – polacy widac się nie znaja…

    Może i masz rację.

    @healfwer:
    Druga sprawa – nie ma „tanich” apgrejdowanych instrumentow?
    Sczerze watpie.

    Nie mowie tu o slawach, , które za koncert biora xxx tysiaczkow zlotych, mowie o kapelach, , które graja za nieduza kase.

    Ależ są – kilka miesięcy temu apgrejdowałem prawdopodobnie najlepszą w
    Polsce Foderę. Zmieniłem w niej oryginalny preamp na preamp Fodery (nowszy)
    😉

    @healfwer:
    Z drugiej strony – ja np swojej jolany nigdy się nie pozbede. Ni ma ch*ja. Tylko brzmienie ricka może ja zniszczyc, a ze na ricka mnie nie stac to ona zostaje 🙂 (dobra, stac, ale ze brzmi super to Rick mnie nie nado- kiedyś pewnie kupie, bo zawsze chciałem porownac i grac na rickenbastardzie).

    I to Ci się chwali 🙂 Też mam kilka różnych lotów instrumentów, których
    ułomności i tak mi nie przeszkadzają i nie mam zamiaru się ich
    pozbywać.

    Ale Ken Smitha bym nabył 😉

  8. @healfwer:
    jeśli masz te same materialy – np budujesz Fender z gornej polki i jego lutnicza kopie…

    I w tym cała filozofia. NIGDY NIE MASZ TAKICH SAMYCH MATERIAŁÓW.

    Choćbyś na głowie stanął. Wiesz czemu Fendery z lat 70 są przez wielu
    uważane za super? Bo trafiła się jakaś dobra partia drewna, konstruktorzy
    może byli lepiej wyspani zanim do pracy poszli itd. itp. Co nie znaczy, że
    każdy Fender z tych czasów jest instrumentem genialnym – nie, ale po prostu
    najwięcej mówi się o takich, na sound których opada szczęka.

    I wiele zależy od podejścia – produkcja lutnicza jest do pewnego stopnia
    nieprzewidywalna, elektronikę itp. można skopiować. Kawałka drewna drugiego
    takiego samego nie wyhodujesz.

    Dodam jeszcze, że osiągnąć przyzwoitą jakość brzmienia nie jest trudno.
    O jakości wiosła z górnej decydują jednak czasami niuanse, które
    powodują, że w jakiś sposób jest unikalne i wyjątkowe. Za to płaci się
    największe pieniądze.

  9. @Kapral:
    Dodam jeszcze, że osiągnąć przyzwoitą jakość brzmienia nie jest trudno. O jakości wiosła z górnej decydują jednak czasami niuanse, które powodują, że w jakiś sposób jest unikalne i wyjątkowe. Za to płaci się największe pieniądze.

    Dokladnie.

    Jakos tak to kiedyś ująl mój znajomy kontrabasista – nauczyciel:

    „Wiesz co jest najgorsze tych instrumentach? – Na koncu, żeby poprawic
    brzmienie o 10% musisz wydac 10 razy większą kasę.”

  10. napisalem wypowiedz na cala strone i mi skasowalo.

    jutro jak sobie przypomne to odtworze to wszystko. to byly bardzo wazne slowa
    🙂

    w skrocie- kapral, masz racje. ale nie do konca ;D

  11. @healfwer: w skrocie- kapral, masz racje. ale nie do konca ;D

    Ważki argument!

  12. O ile dobrze rozumuje to żadna współczesna deska nie dorówna tej z lat
    70.

    Zapewne do produkcji użyto sezonowanego drewna + 40 lat w użytkowaniu no to
    może dać całkiem spory wynik.

    Duszy instrumentu nie można zrobić na zamówienie – każdy się zgodzi
    mniemam.

    ALE jestem przekonany, że cena gitary nie może być wyznacznikiem jej
    jakości – czyż nie?

    Wartość kolekcjonerska strasznie podbija ceny, i nie zawsze musi iść to na
    równi z brzmieniem tego konkretnego egzemplarza.

  13. Na wartość starych gitar składa się parę rzeczy. Min.

    1. Wtedy stosowano drewno sezonowane, nie szuszone w specjalnych komorach.

    2. Drewno pochodziło z lasów a nie ze specjalnie przygotowanych hodowli.

    3. Oprócz tego, instrument na który 40 lat działają wibracje, 40 lat
    sezonuje się drewno… Super rzecz.

    Tego nie da się podrobić, chociaż niektórzy by bardzo chcieli. Z drugiej
    jednak strony, nie każdy wykorzysta możliwości, tak dobrego instrumentu.
    Jest to więc bas nie dla każdego ;]

  14. Sernik – jest to bas dla kazdego, kto ma ta 14 tysiecy i ma ochote je
    wydac.

    Co do wczorajszego posta , który mi wcielo – to wiem, ze dwa basy z tego samego
    drewna, pochadzace z tego samego drzewa, sezonowane w jednakowych warunkach itd
    moga brzmiec roznie. Ale nie będzie to ogromna skrajnosc.

    I patrzac w druga strone – lutnik może zrobić lepsza kopie niż oryginalny np
    fender. Moze mieć akurat partie niebowoodu, mieć tworczego kaca itd itd i się
    okaze, ze np kopia wykonana przez pana zdzicha, rycha czy tadka za 5000 czy
    10000 tysiecy zlotych bije najstarsze fendy na glowe….

    Co do drewna w czasach dzisiejszych.. Zastanawiam się, za ile trzeba kupić bas,
    żeby to było prawdziwe drewno – o odpowiednich przyrostach, sezonowane a nie
    suszone…

    czy np Yamaha za 3000zł sa z suszarek czy z lezakowania…

    i czy np moja jolana z lat 80 nie jest wykonana z jakosciowo lepszego drewna
    niż niejeden bas za xx tysiecy zlotych?

    Czy nie drzemie w niej potencjal? czy nie warto wrzucic w nia parę zlotych,
    żeby wymienic elektrownie mostek czy coś innego?

    Czasem mi się wydaje, ze byle g*** w latach 70 czy 80 mialo lepsze drewno niż
    dzisiejsze swierzaki.

    tak wiec kapralu daje ci parę solidniejszych argumentow 😛

  15. Healf – nie dla każdego, kto ma kase.

    Myśle, że 90% z basistów nawet nie zbliży się do wykorzystania pełnych
    możliwości brzmieniowych takich cudeniek. Po co więc taki bas, jak się nie
    umie go wykorzystywać? Podobną wygodę grania, całkiem zbliżone brzmienie
    można uzyskać z tańszego, japońskiego lub amerykańskiego Fender (przy
    umiejętnościach większości z nas).

    Rzecz jasna nikomu nie mogę zabronić kupować takiego basu, ale mam czasem
    wrażenie, że te instrumenty mogłyby być znacznie tańsze, gdyby nie
    kupowali ich ludzie, którzy nie są w stanie wydobyć z nich „tego”.

    Wiele osób dobrze by zrobiło, gdyby zamiast wydawać kasę na tak drogi bas,
    zmienili tryb życia, żeby może zarabiać mniej ale grać więcej,
    ewentualnie przeznaczyli te pieniądze na nauczyciela. Teraz najczęściej jest
    tak, że najsłabszym ogniwem w całym sprzęcie jest człowiek.

    W żadnym wypadku nie pije do ciebie Healf w tym miejscu.

  16. ja nie mowie o piciu do nikogo.

    uwazam, ze jeśli mam ochote grac na wypasionym sprzecie, to będę na nim grac. i
    g*** mnie obchodzi glupie gadanie. To nie samochod, , który ma 1000 „koniow” pod
    maska i można sobie nim krzywde zrobić.

    I uwazam, ze nawet marny basista na dobrym sprzecie :

    po pierwsze – będzie brzmiec lepiej niż na gorszym – mimo iz nie wydobedzie z
    niego wszystkiego

    po drugie – sprawi mu to wieksza przyjemnosc

    po trzecie – będzie miał wiekszy zapal do nauki, żeby wycisnac ze sprzętu jak
    najwiecej

    po czwarte – szybko zauwazy postepy.

    Zgodze się, ze najslabszym ogniwem jest czlowiek…

    Ale jak tak mialoby być, jak Ty mowisz to polowa ludzi z basoofki powinna grac
    na DEFILach, cwierc na Squierach, osma czesc na meksykancach, szesnasta na
    japoncach.

    A zadna na sprzecie powyzej 10 000zł, bo przeciez i tak nie wykorzystaja
    calosci z instrumentu, co nie?

    to jest cofanie się.

    co do cen isntrumentow – nie zgodze się. instrumenty sa tanie (nie na polskie
    realia, bo w polsce wszystko jest drogie).

    Taki np amerykanin placi za rickenbackera 2000 dolarow. To jest jedna pensja.
    Polak za ricka placi 10 000zł – a to jest piec pensji.

    Wiec instrumenty nie sa drogie, to my zarabiamy za malo.

    Bo nie powiesz Polakowi, , który zarabia np 100 000zł rocznie, ze 10 000
    zlotych za wypasiony sprzet to dużo.

    Ale już polak, , który zarabia 10 000zł rocznie — dla niego to jest
    ogromna suma.

  17. @healfwer: (…)
    I uwazam, ze nawet marny basista na dobrym sprzecie :
    po pierwsze – będzie brzmiec lepiej niż na gorszym – mimo iz nie wydobedzie z niego wszystkiego
    po drugie – sprawi mu to wieksza przyjemnosc
    po trzecie – będzie miał wiekszy zapal do nauki, żeby wycisnac ze sprzętu jak najwiecej
    po czwarte – szybko zauwazy postepy.
    (…)

    Albo widzę na necie kolesia, który sprzedaje Gibole/Fendera/inne cacko i
    cały set Mesy(head+paka) bo mu nie podeszło granie na basie… Czasem
    naprawdę człowieka szlag jasny trafia widząc takie rzeczy.

  18. @mariotd – a czemu? Nie Twoje pieniądze, więc zluzuj 🙂

    @all – idźcie se pograć, a potem puśćcie na forum 😀

  19. @healfwer: ze np kopia wykonana przez pana zdzicha, rycha czy tadka za 5000 czy 10000 tysiecy zlotych bije najstarsze fendy na glowe….

    To się wszystko zgadza, pisałem już wcześniej – mówi się o super
    Fenderach z lat 70, a mało kto myśli o tym, że wówczas to nie był już
    warsztat lutniczy (w sumie kiedy był?), tylko fabryka. Te gówniane Fendery z
    tamtych lat z dużym prawdopodobieństwem już nie istnieją, albo zalegają
    czyjeś garaże 😛 – dlatego wiek, czy epoka produkcji sama w sobie nie są
    gwarantem jakości. Jakość jest jej gwarantem :D.

  20. kapral – maslo maslane.

    niestety, z lutnictwem – albo ogolnie produkcja instrumentow – jest jedna
    wielka loteria. Moze wyjsc albo cudo albo kupa drewna opalowego.

    No może przesadzilem, ale może wyjsc srednie wiosło… Albo wybitny egzemplarz.
    Ale najgorsze jest to, ze się dowie czlowiek, jak je zlozy.

    Chociaz nie… To nie jest najgorsze.

    Najgorsze jest to, ze wiosło może zupelnie inaczej zabrzmiec po wymianie kilku
    detali… I tu jest pies pogrzebany.

  21. bo tych detali jest tak mało że wszystkie wpływają na brzmienie 😉

  22. warbelbass – ja uwazam, ze ich jest bardzo dużo.

    wymienie kilka –

    mostek, siodelko, klucze, podstrunnica, struny nawet :P, przystawki (biorac po
    uwage, ze np zbudowany precel będzie brzmiec lepiej na dwoch humbach albo
    jazzach, albo jednym tele)… I liczac, ze masz do wyboru z kazdej kategorii 10
    pozycji to daje nam plus minus 1 000 000 (milion!) kombinacji. 🙂

    Hm… klon na podstrunnicy, klucze gotoh, mostek shaller, przystawki noisless
    jazz, mostek z kosci sloniowej… nie to nie to…

    palisander na podstrunnicy, lakierowany, klucze hipshot d, mostek hipshot B,
    humbucker MM przy gryfie siodelko plastik….

    Nie… to tez nie to…

    itd itd itd 🙂

    /mam nadzieje, ze ktoś mnie zrozumial/

  23. tak tak, ale samych rzeczy jest niedużo, tylko ilość opcji np. przystawek
    jest masakryczna 😉

  24. Warbellbass, nie tylko przystawek.

    dawno temu, za komuny – kumpel pracujący w zakładach mięsnych śmiał się,
    że tzw. konserwę turystyczną można zrobić ze wszystkiego, nawet z papieru
    toaletowego i trocin – tylko od czasu do czasu trzeba wrzucić do masy kawałek
    mięsa, do smaku.

    Parafrazując: dziś każdy kitajec zatrudniony przy wyrobie gitar powie, że
    gitarę można zrobić ze wszystkiego – tylko od czasu do czasu trzeba dodać
    do korpusu czy gryfu kawałek drzewa. 😉

    W związku z tym podejrzewam, że np. Adelita „każdego dnia inną ma twarz”,
    zależnie co tam włożą. A może nawet o każdej godzinie, skoro produkują
    tego 3000 miesięcznie.

    Mnie się trafiła na szczęście taka, co leżała obok drzewa, bo nawet jako
    tako gra.

    Idąc dalej: na brzmienie wpływają miliony rzeczy, z jakich często nawet nie
    zdajemy sobie sprawy:

    od ilości spirytusu zarówno w panu składającym gitarę, jak i w szelaku,
    którego on używa – poprzez ilość kalafonii w lucie i temperaturę lutownicy
    (tak, tak, wbrew pozorom jakość lutowania elektroniki może też mieć duży
    wpływ na brzmienie) aż do takich drobiazgów zewnętrznych jak jakość kabla
    łączącego dechę z wzmacniaczem.

    Liczba możliwych kombinacji jest tu znacznie większa niż w totolotku.

    Stąd gotów jestem zaryzykować twierdzenie, iż nie ma dwóch takich samych
    gitar (nawet jeśli się tak samo nazywają, tak samo wyglądają i wyszły
    spod tej samej ręki).

    Dawno temu razem z kumplem z kapeli kupowaliśmy razem tego samego dnia i w tym
    samym miejscu [tzn. bezpośrednio w lubińskiej manufakturze, przekupiwszy
    jednego pana dwiema połówkami] gitary klasyczne (marki DEFIL, bo innych tam
    nie było). Obie identycznego typu, identycznego wyglądu, barwy, itp. itd.
    Nawet numery seryjne na wklejonej karteczce miały kolejne. Struny
    założyliśmy też identyczne.

    A brzmiały zupełnie inaczej. Powiedziałbym nawet: diametralnie inaczej. Moja
    – ostro i jasno, kumpla – miękko i basowo. I bardzo dobrze.

    Oczywiście każdy z nas twierdził, że to jego gitarka gra idealnie, a ta
    druga badziewnie.

    Bo dla każdego najpiękniejsze będzie brzmienie jego gitary. Nawet jak jest
    to Adelita 😛

  25. przystawki były tu tylko przykładem, napisałem np. przystawek 😉

    zależy także od tego czy kitajec robił ją zaraz na początku pracy – po
    śniadaniu czy tuż przed przerwą obiadową, kiedy to śpieszył się już na
    stołówkę 😀

    a tak na poważnie to Roberciocha pisał na forum o jego własnych gitarkach
    że zawsze wychodzą mu inaczej. nigdy nie brzmią tak samo, nawet jeśli te
    same materiały są użyte.

  26. @futrzak: Bo dla każdego najpiękniejsze będzie brzmienie jego gitary. Nawet jak jest to Adelita 😛

    świetny tekst,idzie w sygnature 😀

    i tak na dobrą sprawę będzie podsumowaniem wszystkich fanów tanich gitar,
    bo jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma 🙂

  27. @macius: i tak na dobrą sprawę będzie podsumowaniem wszystkich fanów tanich gitar, bo jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma 🙂

    O to to właśnie 😉

    Być może mój jest zbudowany ze sprasowanego papieru do d*py, ale i tak go
    nie sprzedam z prostego powodu – sentyment, w końcu na nim zaczynam swoją
    przygodę z basem.

  28. podsumowując:

    Rozmawiają dwa korniki:

    -Smakuje normalnie…

    -A czego się spodziewałeś?

    -Ludzie mówili, że to Fender Vintage preCBS… 😛

Możliwość komentowania została wyłączona.